Zapisy na Letnie Półkolonie w Klubie Wilkowyje MCK

wpis

Zapraszamy do zapoznania się z ofertą półkolonijną dla dzieci w Klubie Wilkowyje MCK! Zapisy mailowe ruszają 4 czerwca!

Zapraszamy na płatne półkolonie letnie dla dzieci szkolnych organizowane przez Klub Wilkowyje Miejskiego Centrum Kultury w Tychach!

Koszt półkolonii wynosi 600 zł od dziecka. W programie: zajęcia i warsztaty artystyczne, survival, lego i robotyka, kino, wycieczki i mnóstwo dobrej zabawy! Zajęcia odbywają się w godz. 9.00-15.30, zapewniamy jeden ciepły posiłek obiadowy.

Liczba miejsc jest ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń oraz dopełnienie formalności (opłata i doniesienie dokumentów po otrzymaniu informacji o zakwalifikowaniu się dziecka). Wszystkie informacje w REGULAMINIE.

ZAPISY ODBYWAJĄ SIĘ MAILOWO OD 4 CZERWCA OD GODZ. 9.00 Zgłoszenia wysyłane przed wskazanym terminem i godziną nie będą rozpatrywane (nie kwalifikują się do zapisów), a także nie będzie udzielana na nie odpowiedź.

Klub Wilkowyje MCK

terminy: I turnus: 1-5.07; II turnus: 22-26.07; III turnus: 29.07-2.08; IV turnus: 19-23.08.2024 r.
zapisy: 4 czerwca, godz. 9.00 wilkowyje.zapisy@mck.tychy.pl

W treści maila należy zawrzeć: imię i nazwisko dziecka, wiek, wybrany turnus oraz telefon kontaktowy.
2024 Regulamin-półkolonie-Klub Wilkowyje lato

Zapraszamy!


XIII edycja Tyskiego Festiwalu Performance

wpis

30 maja rusza XIII edycja Tyskiego Festiwalu Performance. O sztuce performance i odwadze organizatorów festiwalu Marcin Stachoń rozmawia z Artim Grabowskim – współtwórcą pierwszej w Polsce dyplomującej Pracowni Sztuki Performance na ASP w Krakowie.

Twoje pierwsze skojarzenie na hasło „Tyski Festiwal Performance”?

Odważnie. Odważnie ze względu na dyscyplinę, która sama w sobie jest trudna w odbiorze i dość elitarna. Elitarność, która dotyczy samych artystów-performerów, ale również ze względu na wąskie grono odbiorców i miłośników. Odwaga, którą mają organizatorzy i Piotr Kumor – kurator festiwalu, polega na organizacji przedsięwzięcia, które nie ma tak oczywistego zaplecza, jak choćby Kraków posiadający „ośrodki zabezpieczające”, takie jak: Akademię Sztuk Pięknych, Cricotekę czy Teatr KTO. Tychy są po prostu mniejszym ośrodkiem, nie posiadającym tego typu wsparcia, miastem bez tradycji sztuki akcyjnej. Odwaga wynika również z programu, w którym jest dużo miejsca dla debiutantów i młodych artystek i artystów. Program, który jest swoistym poligonem doświadczalnym do popełniania błędów i stąpania po kruchym lodzie. Takie założenie programowe wymusza więcej cierpliwości i wyrozumiałości na odbiorcach. Tak pojmuję wspomnianą odwagę organizatorów.

Czy uważasz, że forma festiwalu, jaką Piotr Kumor zaproponował, jest typowa w przypadku tego rodzaju wydarzeń? Mam na myśli to, że podczas tyskiego festiwalu w programie, oprócz prezentacji, są również omówienia przedstawionych działań, ale także wykłady czy chociażby, jak w zeszłym roku, konkurs dla studentów wydziałów artystycznych?

Jest to forma typowa dla wydarzeń teatralnych, gdzie tego typu praktyki częściej pojawiają się na festiwalach teatralnych, rzadziej sztuki performans. Niezwykle cenne i ważne są te omówienia i dyskusje dla obu stron: twórców i odbiorców zarazem. Sztuka performans jest bardzo trudną formą poznawczą i zarazem jedną z najciekawszych w moim mniemaniu. Bardzo złożoną, wymagającą skupienia, otwartości i elastyczności poruszania się w różnych idiomach. To trudna sztuka przełamująca niejednokrotnie wiele tabu, posługująca się mocnymi środkami wyrazu i epatująca niewygodą, vide: długo trwające działania. Te dyskusje pomagają w pewien sposób zaznajomić się z problematyką, która wymaga nieraz intensywnego myślenia i głębszej refleksji, ale te rozmowy bywają również bardzo pouczające dla samych twórców.

Każda edycja festiwalu ma swój temat przewodni. Czy zatem uważasz, że to w jakiś sposób zamyka artystę lub też ogranicza go, a może wręcz przeciwnie, właśnie wtedy artysta otwiera się na poszukiwanie i zgłębienie danego zagadnienia?

Zapewne bywa różnie. Niewątpliwie dla niektórych performerów czy performerek taki wymóg będzie paraliżujący, a dla innych stymulujący. Osobiście mnie to odstraszało, bo narzucony temat czy hasło wymusza na tobie wyjście z jakiejś strefy komfortu. Kiedy się jednak na to zdecydujesz, to właściwie możesz liczyć na jakąś świeżość w metodzie. Pamiętam doskonale edycję „Milczenie”. Gryzłem się z tematem i chodziłem zakłopotany: „co tu zrobić?”. W ostatnim momencie wpadłem na pomysł, aby poprosić publiczność przed rozpoczęciem performansu o uczczenie ofiar wojny w Ukrainie minutą ciszy. Potem poprosiłem o kolejną minutę dla ofiar Libanu, Afganistanu, Syrii, Iranu, Jemenu, Somalii, i tak dalej, aż do dwudziestu minut – to było kolejne ograniczenie czasowe narzucone przez organizatorów. Pomysł, z którego finalnie byłem zadowolony, który wpisał się w kontekst festiwalu i przede wszystkim aktualiów geopolitycznych.

Zeszłoroczną edycję odwiedziło ponad dwa tysiące widzów, czyli dość sporo jak na tego typu imprezę, która co roku otrzymuje dotację od miasta Tychy i w zasadzie tylko dzięki temu może w ogóle się odbyć. Na dotacje ministerialne w kolejnym roku niestety nie możemy liczyć. Jak oceniasz – nazwijmy to kolokwialnie – rynek sztuki performance w Polsce? Czy nurt ten ma szansę na coraz większą popularność wśród odbiorców, czy to będzie zawsze w pewien sposób niszowa sztuka?

Performance przeżywa niesamowity renesans na świecie, który obserwuje się mniej więcej od 2010 roku, czyli od sławetnej wystawy Mariny Abramović w nowojorskiej MoMie. Film Artystka obecna unaocznił romantyczną wyższość performansu nad innymi dyscyplinami. Film trafia do randomowych ludzi, otwiera oczy niedowiarkom. Pojawia się mnóstwo publikacji, performans staje się wszędobylski, a wręcz celebrycki. Złote Lwy Biennale w Wenecji zdobywają działania o charakterze performatywnym i nie wyobrażamy sobie wernisażu bez żywego wystąpienia dzisiaj. Z drugiej strony zauważam wyparowywanie festiwali skupionych na tak zwanym egocentrycznym performancie, skupionym li tylko na artyście. Performans ewoluuje – stał się bardziej glamour, kolektywny i spektakularny. Do lamusa odchodzi ten introwertyczny, skupiony na wnętrzu emocjonalnym twórcy. Obecnie ważniejsze są te dotykające tematów społecznie, ekologicznie ważnych, z którymi utożsamia się więcej osób.

Temat tegorocznej edycji tyskiego festiwalu to „Reprodukcje. Rekonstrukcje”. Jak interpretujesz to hasło? Czy wszystko już było i pozostają nam tylko kalka i kopia? 

To nieprawda, że wszystko już było, a nawet jeśli coś się wydarzyło, to powtórzone w kontekście nowych realiów i czasu przyniesie inne rezultaty. Osobiście namawiam studentów do tego, żeby kliszowali, badali zmienność kontekstów. Sama Marina Abramović udostępniła scenariusze swoich i Ulay’a performansów, tylko po to, abyśmy mogli korzystać i budować swój potencjał twórczy i wzbogać doświadczenia percepcyjne poprzez odtwarzanie ich niezwykłych działań. Nie obawiam się remake’ów, reprodukowania czy rekonstrukcji. Każda powtórka, każde granie – oczywiście mówimy o sztuce żywej – przyniesie jakieś novum, nowe doświadczenia i znaczenia. Wystarczy metr, sekundę różnicy, a pojawia się inna temperatura, energia i refleksja. Ten sam gest powtórzony w kontekście innego miejsca przyniesie inne skojarzenia. Wyobraź sobie gest markowania poderżnięcia gardła palcem wykonany na Rynku w Tychach a na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie? Nawet konsekwencje będą inne. Uważam więc, że temat tegorocznej edycji może być arcyciekawy.

Bardzo dziękuję za tę rozmowę, która, myślę, w ciekawy sposób przybliżyła te jakże niecodzienne działania. 

Ja również bardzo dziękuję i zapraszam na tyski, odważny festiwal.

rozmawiał Marcin Stachoń

Program :

Czwartek 30 maja 2024 r.

Miejskie Centrum Kultury w Tychach
14:00–14:30 performance Julia Grzenia
14:00–18:00 performance Paulina Koniarska
15:00–15:30 performance Karol Barcki
15:30–16:00 debiuty TFP Anna Pasek
16:00–17:00 Wykład otwarty: „O znaczeniach przestrzeni w performance” – dr Konrad Juściński
17:00–18:30 przerwa
18:30–19:00 performance Władysław Kaźmierczak, Ewa Rybska
19:00–19:30 performance Marta Kotwica
Miejska Galeria Sztuki OBOK
20:00–21:30 Panel dyskusyjny – Omówienie performansów dnia. Moderatorzy: Julia Kurek, Grzegorz Borkowski, Łukasz Głowacki

Piątek 31 maja 2024 r.

Miejskie Centrum Kultury w Tychach
14:00–14:30 performance Dominik Setlak
14:30–15:00 performance Julia Lewandowska
15:00–15:30 performance Patryk Różycki
15:30–17:00 Wykład otwarty: „Znaczenie ‘Zamku Wyobraźni’ dla współczesnej sztuki polskiej” – Władysław Kaźmierczak, Ewa Rybska
17:00–18:30 przerwa
18:30–19:00 performance Duetas Kisanaj – Agnieszka Janasik i Artur Janasik
19:00–19:30 performance Jana Orlová (Czechy)
19:30–20:00 performance Alicja Kochanowicz, Maciej Kwietnicki
20:00–20:30 performance Marta Zgierska i Jerzy Norkowski
Miejska Galeria Sztuki OBOK:
21:00–23:00 Panel dyskusyjny – Omówienie performansów dnia. Moderatorzy: Julia Kurek, Grzegorz Borkowski, Łukasz Głowacki

Sobota 1 czerwca 2024 r.

Miejskie Centrum Kultury w Tychach
12:00–12:30 debiuty TFP Krzysztof Howikowicz
12:30–13:00 performance Agnieszka Pawełczyk
13:00–13:30 performance Konrad Juściński
13:30–14:30 Wykład otwarty: „Wiesław Bołtryk (1954-2022): nomada z wyboru na peryferiach performansu, tułacz między peryferiami geograficznymi i kulturowymi.”- Grzegorz Borkowski
14:30–16:00 przerwa
Miejskie Centrum Kultury w Tychach
16:00–16:30 performance Julia Kurek
16:30–17:00 performance Łukasz Głowacki, Krzysztof Kula
17:00–17:30 performance Grupa Artystyczna Teatr T.C.R.
Miejska Galeria Sztuki OBOK:
17:45–19:00 Panel dyskusyjny – Omówienie performansów dnia. Moderatorzy: Julia Kurek, Grzegorz Borkowski, Łukasz Głowacki

Organizatorzy: Miejskie Centrum Kultury w Tychach, Grupa Artystyczna Teatr T.C.R.
Wydarzenie organizowane jest ze środków miasta Tychy

Sponsorzy: Invenio Polska, Kompania Piwowarska S.A. producent marki Tyskie
Partnerzy: Miejska Galeria Sztuki OBOK, Wielokran
Patroni medialni: Radio Katowice, Radio Express, Teatr dla Wszystkich, e-teatr.pl, Twoje Tychy i tychy.pl

GALERIA


Share

Symfonia porannych ptaków

wpis

Adam Bałdych to jeden z najbardziej rozpoznawalnych skrzypków młodego pokolenia, który w jedyny w swoim rodzaju sposób łączy dokonania muzyki poważnej i współczesnego języka skrzypcowego z talentem improwizatorskim.

Ceniony jest zarówno za kreatywność na polu jazzu i muzyki współczesnej, jak i twórcze łączenie obu tych dziedzin. 

W krótkim czasie stworzył własny styl, stał się inspiracją dla kolejnego pokolenia improwizujących skrzypków. Swoją muzykę prezentował na najważniejszych festiwalach jazzowych oraz w prestiżowych salach koncertowych w Europie, Azji i Ameryce Północnej (m.in. w Korei Południowej, Chinach, Japonii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Azerbejdżanie, czy Indonezji). Koncertuje i nagrywa z wybitnymi artystami, takimi jak m.in. Agata Zubel, Cezary Duchnowski, amerykański pianista jazzowy Aaron Parks, kontrabasista Lars Danielsson, puzonista i wokalista Nils Landgren oraz włoski trębacz Paolo Fresu, z którym nagrał album Poetry (jedna z najważniejszych płyt 2022 roku w zestawieniu amerykańskiego portalu Bandcamp czy brytyjskiego magazynu „Jazzwise”). Najnowszy album zatytułowany Passacaglia ukazał się na początku bieżącego roku, artysta nagrał go z Leszkiem Możdżerem, a więc w duecie wyczekiwanym z niecierpliwością przez fanów jazzu.

Cofnijmy się jednak do 2019 roku, kiedy na zamówienie AUKSO Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy Adam Bałdych przygotował Early Birds Symphony – utwór, którego prawykonanie odbyło się na festiwalu Auksodrone w tyskiej Mediatece – to właśnie dzieło zabrzmi w Tychach ponownie. W dniu swoich urodzin wirtuoz skrzypiec, czyli 18 maja, znów połączy siły z Helgem Lienem – pianistą jazzowym, kompozytorem i liderem jednego z najważniejszych skandynawskich zespołów jazzowych Helge Lien Trio. Owocami wcześniejszych ich spotkań są dwie płyty: Bridges i Brothers. Przed tyską publicznością, wraz z Adamem Bałdychem, zagrają: Andrzej Święs, na kontrabasie, oraz Dawid Fortuna na perkusji. Muzykom towarzyszyć będzie AUKSO Orkiestra Kameralna Miasta Tychy pod batutą Marka Mosia. Koncert planowany jest w ramach cieszącego się popularnością cyklu AUKSO MODERN, w którym Orkiestra zaprasza do wspólnego występu pierwszorzędnych artystów, nietuzinkowe zespoły i znamienite orkiestry.

Agnieszka Lakner

Więcej na temat koncertu przeczytają Państwo tutaj.

GALERIA


Share

Rozmowa z Tomaszem Wenklarem

wpis

W pracowni Tomasza Wenklara rzeźby powstają niemal ze wszystkiego. Czasem nie trzeba ich nawet tworzyć, wystarczy je dostrzec.

Oprócz dużych projektów – jak realizowany właśnie tympanon dla Archikatedry Chrystusa Króla w Katowicach – rodzą się tu liczni „partyzanci” – jak sam je nazywa twórca. I dopiero one pozwalają w pełni dostrzec niewiarygodną wyobraźnię artysty.

To będzie Twoja trzecia wystawa indywidualna w Galerii OBOK, gościsz tam ze swoimi pracami mniej więcej co dekadę. Co pokażesz tym razem? 

Chcę pokazać głównie rzeźby, które powstały od ostatniej wystawy. W 2015 roku pokazywałem w OBOK część zrealizowanych już wtedy modeli tyskich rzeźb, od butów Ryśka Riedla po tors Karolinki. Teraz raczej nie będą to modele, które już gdzieś stoją, bo tych rzeźb w ostatnim okresie pojawiło się mniej. Wystawa Mój kosmos, bo taki dałem jej tytuł, to będzie zbiór rzeczy, które urodziły się po partyzancku.

Po partyzancku? Czyli jak? 

Przy okazji, przy powstawaniu rzeczy dużych. Teraz na przykład robię kolejne fragmenty tympanonu dla katowickiej katedry. Główne postaci są już gotowe: w środku Chrystus, z jednego boku Święty Jacek, z drugiego – Jadwiga Śląska. Teraz powstają grupy, które będą umieszczone po obydwu stronach postaci Chrystusa. I podczas pracy nad tak dużym projektem nagle do głowy wpada pomysł, który jest tak świeży i zaskakujący, że jeśli się go nie urodzi w danym momencie, to już się go nie urodzi w ogóle. Wtedy przerywam na chwilę główną pracę i robię tego „partyzanta”. Powstają szkice, plakaty rzeźbiarskie, czasem niedokończone. Ale ważne, że myśl została uchwycona. Stąd pomysł na tytuł wystawy: Mój kosmos. Bo w kosmosie też tak to działa. Są ogromne galaktyki i gwiazdy, są też maleńkie obiekty, które powstały jakby przy okazji tworzenia się tych wielkich. Te małe czasem wpadają w atmosferę i się w niej się spalają, ale ja zawsze mam nadzieję, że pomysł będzie na tyle solidny, by przetrwać. Ta wystawa to będzie stado takich mniejszych i większych meteorytów, które wpadną w wyobraźnię wszystkich widzów. I zobaczymy, czy się w tej wyobraźni spalą, czy gdzieś osiądą w pamięci.

Bardzo piękna kosmiczna metafora. 

Od dziecka jestem zafascynowany kosmosem, odkąd obejrzałem film E.T. Zawsze miałem nadzieję, że on kiedyś wyląduje też w Polsce, a nie tylko w Stanach. I chyba ciągle trochę na niego czekam.

Powiesz coś więcej o tych „partyzantach”, których szykujesz na wystawę? 

Będą to przede wszystkim plakaty rzeźbiarskie, tak je nazywam. Jest cykl gitar, które przerabiam i dorabiam do nich własną melodię-rzeźbę (gitary pozyskałem z likwidującego się zakładu lutniczego). Będą też inne rzeczy inspirowane muzyką.

Muzyka to także Twoja pasja. 

Tak, to bardzo istotny dla mnie temat. Ważne są dla mnie też portrety, bo zawsze, gdy kogoś portretuję, to ten człowiek staje się moim znajomym. Na początku zna się tę postać jak ikonę w internecie. Wiadomo, że Hendrix wyglądał tak, a Lennon tak. Ale gdy zaczynam rzeźbić tego kogoś, okazuje się, że ta twarz jest znacznie bardziej skomplikowana. Oglądając różne zdjęcia, widzi się różne grymasy, różne nastroje. Poznaje się tego człowieka. Powstaje w wyobraźni cały film o nim i jego życiu, a ja z tego filmu wyciągam jeden kadr. Rzeźba jest tym kadrem.Na wystawie chcę pokazać kilka wersji portretu Kilara, którego na pewnym etapie rzeźbiłem w bardzo realistycznych przedstawieniach, jako popiersie stojące w przestrzeni miejskiej Katowic i Czeladzi. Ale w efekcie, słuchając muzyki Kilara i oglądając go na różnych zdjęciach, oprócz tego oficjalnego wyobrażenia, zobaczyłem jeszcze dodatkowe „Kilary”. I musiałem to wyrzeźbić.

Tych „partyzantów” jest już całkiem sporo. Mam tu w pracowni pomieszczenie, które kiedyś miało być biurem. Miałem tu podejmować gości i robić im kawę. Ale teraz ledwo można tu znaleźć miejsce na stopę. Dokładam tu kolejne pomysły, kolejne rzeźby. To jest moje Toy Story, wierzę, że kiedy stąd wychodzę, to one żyją własnym życiem. Chociaż mają tu coraz mniej humanitarne warunki. Tutaj mam dość drastyczną rzeźbę Rozstrzelanie. To jest rzecz, która wpadła mi do głowy, kiedy zwiedzałem Warszawę. Poczułem, że te kamienie i napisy, upamiętniające miejsca egzekucji, nic do wyobraźni widza nie wnoszą. Jeśli ktoś nie zna języka polskiego, nic mu to nie powie. Dlatego stworzyłem to. Moje postaci zamknięte są w pustej kratce – to skojarzenie z grą planszową…

To kolejna Twoja pasja. 

Zgadza się. Gdy kupuje się nową grę, figurki są w takich właśnie kratkach, z których trzeba je wyciąć. I przyszła mi myśl, że wszyscy ludzie są wycięci z jednej kratki, a jednak mordują się nawzajem. A poza tym ta krata pozwoliła mi lepiej przedstawić upadających ludzi. Jest całe mnóstwo miniatur, niektóre z nich na pewno pokażę na wystawie. Na przykład Newton, taki trochę rysunkowy, zrobiony z drutu. Jabłko zwisające swobodnie w centrum rzeźby jest jednocześnie jego okiem. Albo Don Kichot, błędny rycerz, czy moja wersja króla Kazimierza Wielkiego. Mam też różne motywy religijne w autorskich aranżacjach. Robię sporo rzeźb religijnych i przez cały czas przepracowuję te tematy na dwa różne sposoby. Z jednej strony przedstawiam świętego w pewnym kanonie, zachowując wszystkie atrybuty. A z drugiej – rodzą się przy tym także inne, trochę szalone pomysły. Mam tutaj na przykład Świętego Franciszka. Na obrazach jest on zazwyczaj przedstawiany w momencie, gdy otrzymuje stygmaty. Gdy spojrzymy na to takim naiwnym, dziecięcym okiem, to on w tej sytuacji trochę przypomina marionetkę. Wyzbywa się wolnej woli, oddaje się w pełnym posłuszeństwie. Więc tak go przedstawiłem, jako marionetkę, w surowej, klockowatej drewnianej figurce.

Albo Trójca Święta w formie pionowych totemicznych rzeźb. Uświadomiłem sobie, że nie ma czegoś takiego w historii sztuki. Słowianie, którzy żyli na tych ziemiach, czcili swoje bóstwa i przedstawiali je w formie totemicznej. Gdy zmienili wiarę, nastała zupełnie nowa estetyka i nie ma tego momentu, w którym pogańska estetyka przechodzi stopniowo w chrześcijańską. Nie ma czegoś pośredniego. Postanowiłem więc, że zrobię to brakujące ogniwo.

Dorabiasz brakujące ogniwo w historii sztuki sakralnej. Odważnie. 

Trójcę Świętą przedstawiłem też jako kamerton. Kiedy stukniesz w jeden pręt, wszystkie trzy zaczynają rezonować. To jest zjawisko fizyczne. Ale kamerton ma jedną podstawę, jedno uziemienie. Być może Trójca funkcjonuje w podobny sposób. Cykl anten – także będzie pokazany na wystawie i także ma inspiracje religijne, chociaż nie tylko. Kiedy się patrzy na krzyż ze współczesnej perspektywy, to przypomina on antenę. Przetwarza dla nas jakiś przekaz.

Rozmawiasz czasem o swoich religijno-artystycznych wizjach z osobami duchownymi?

Bywają takie rozmowy i reakcje są różne, w zależności od osoby. Niektórzy są zaskoczeni takim spojrzeniem. Niekiedy słyszę, że to już za bardzo przekracza oficjalny kanon. Ale dla mnie te rzeźby są jak pamiętnik. Widzę świat w pewien sposób i co jakiś czas wypada mi z tego rzeźba. Tak samo jak pisarz, zapisuję swoje myśli i odczucia. Dlatego pojawiają się różne motywy i konteksty. Natrafiłem kiedyś na historię kultu cargo. Historia jest niesamowita i bardzo mnie zainspirowała. To zjawisko narodziło się na wyspach Oceanu Spokojnego pod koniec II wojny światowej. Stacjonowało tam wojsko amerykańskie i co jakiś czas żołnierze otrzymywali zrzuty ubrań, żywności i innych potrzebnych rzeczy. Z tych zrzutów korzystała też przy okazji miejscowa ludność, która obserwowała to, co się dzieje. Po wojnie, gdy wojsko się wyniosło, oni zaczęli naśladować Amerykanów. Robili samoloty z siana, przebierali się za żołnierzy, odprawiali podobne defilady. Robili to w nadziei, że oszukają „górę” i ona znowu zrzuci im żywność. To zderzenie kultur doskonale pokazało, że bardziej rozwinięta cywilizacja może być łatwo postrzegana w sposób boski, a przedmiotom, których działania nie rozumiemy, możemy nadawać zupełnie inne znaczenie. Idąc tym tropem, zrobiłem moje anteny skupione wokół oka opatrzności. Ten kształt pojawił się w historii sztuki dość dawno temu. A może to projekt czegoś, czego nie zbudowaliśmy, na przykład anteny? Takie motywy pojawiają się w literaturze science-fiction. Ja zbudowałem swoje anteny w stylu kultu cargo, używając prymitywnych materiałów i splotów. Znalazłem kiedyś butelkę trójkątną w przekroju, w zakładzie szklarskim udało się ją odpowiednio odciąć i mamy doskonałe centrum anteny – oko opatrzności. Zrobiłem te anteny w czasie pandemii, ustawiłem je skierowane w okno i wysyłałem moje sygnały. Czekam, czy coś do mnie wróci. Na wystawie na pewno znajdzie się kilka anten.

Denko butelki zostało okiem opatrzności. Widzę u Ciebie więcej takich recyklingowych materiałów. Na przykład ten zbiór kartoników po mleku dla dzieci, co z nich powstanie? 

Tu zaczyna się już coś takiego jak magia twarzy. Zobacz. To zwykła deska, którą odbiłem z palety, a ile tu jest postaci: świnka, krecik, niedźwiadek… Podpisałem tę deskę, żeby jej czasem nie zużyć do czegoś innego. Gdy zrobisz w odpowiednim miejscu w desce dziurę, to ona zaczyna na ciebie patrzeć. To jest duża odpowiedzialność rzeźbiarza, bo to jak tchnienie życia w tę deskę. No więc te kartoniki z twarzami zwierzątek tak samo na mnie działały. Dzieci dostawały w nich mleko w szkole. Mam tu całą kolekcję i jeszcze je kiedyś wykorzystam. Było mi bardzo źle, gdy widziałem taki kartonik brutalnie rozdeptany na ulicy. Jak tak można, przecież to ma oczy, patrzy na mnie. Jeżeli coś ma twarz, oko, postać, nawet jeśli to tylko rozlana plama na ulicy, to ja od razu mam poczucie, że należy jej się lepsze traktowanie. Tak samo przerażające jest dla mnie oskórowywanie czekoladowych mikołajów i zająców. Dostajesz takiego na święta i go oskórowujesz, żeby dostać się do tego mięsiwa, do tej czekolady. A pamiętasz ciasteczka w formie misia? Zawsze się w domu zastanawiałem z dziećmi, co jest bardziej humanitarne: zacząć go jeść od głowy, czy od nóg, co będzie go mniej bolało? To jest u mnie pewnie jakieś napiętnowanie rzeźbą, że w każdej z tych figurek widzę istotę. Może to też są ludzie, tylko dwuwymiarowi? Ja to tak czuję, dlatego jeśli widzę gdzieś twarz, jak tutaj, w tym kawałku papy, który znaleźliśmy z synem…

Jaka groźna. 

Piękna, drapieżna twarz, prawda? No więc wyznaję taką zasadę, że jeśli widzę tę twarz, a nikt inny jej nie widzi, to jestem za nią odpowiedzialny. Mam obowiązek zabrać ją ze sobą i o nią zadbać. Nie pozwolić zrobić jej krzywdy.

Jesteś szalony.

Tak, wiem o tym.

Dziękuję za to spotkanie. Do zobaczenia na wernisażu. 

rozmawiała Sylwia Witman

Więcej na temat wystawy przeczytają Państwo tutaj.

fot. Sylwia Witman

GALERIA


Share

Mamy PLAY do wygrania!

wpis

Katowice kandydują do Europejskiej Stolicy Kultury. Chcą ten tytuł zdobyć w roku 2029 i nie starają się o niego same. Startują jako miasto „w kontekście”, który stanowi gra z innymi miastami, dzielnicami, osadami.

Dziś bardzo często zapominamy, że nikt z nas nie jest samotną wyspą. Aplikacja Katowic, uwzględniająca perspektywę 41 miast i gmin tworzących Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię, jest odpowiedzią na pytanie o świat, który chcemy budować. To wspólnota.

Rozmawiam z trzema osobami z biura Europejskiej Stolicy Kultury, z Kasią Nowakowską, Łukaszem Kałębasiakiem i Oskarem Adamusem, bo chcę się dowiedzieć, dlaczego zdecydowali się prowadzić działania a rebours. Nie patrzą na kandydaturę z lotu ptaka, ale spotykają się z mieszkańcami i mieszkankami. Pracują „od dołu”. Jeżdżą po Metropolii. Pytają, badają, angażują zmysły i umysły.

Jak opowiedzieć o naszym regionie własnym językiem, bez przykładania do niego klisz narzucanych przez Warszawę czy Kraków? Przecież my nie mamy jednego języka… A sama idea gry, zabawy, play i połączenia Górnego Śląska z Zagłębiem jest przewrotna sama w sobie. Macie odwagę rozpoczynać taką grę?

Łukasz Kałębasiak: Właśnie rzecz w tym, żeby w trakcie wspólnej gry stworzyć język i zbudować opowieść! Wspólnej, to znaczy prowadzonej z mieszkańcami, pomiędzy miastami, a także pomiędzy Górnym Śląskiem a Zagłębiem. Od połowy 2023 roku odwiedzamy każdy subregion Metropolii, i to po kilka razy. Spotykamy się z mieszkańcami, artystami i  ludźmi kultury. I wszędzie słyszymy, że metropolia to wyjątkowa, różnorodna, bogata przestrzeń, która jest niedoceniana na zewnątrz. Nadal ciąży nam stereotyp miejsca szarego i przemysłowego. To informacja podcinająca skrzydła. Jaki jest powód, by czuć, że to, co nasze, jest gorsze od tego, co w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie? Przecież nie o wartościowanie tutaj chodzi, a o wartości. Mamy je wpisane w nasz region i w sposób wyjątkowy je pielęgnujemy. One wynikają z silnych więzi w lokalnych społecznościach – tworzą się w miastach i regionach, gdzie dominujący był przemysł ciężki. Każdy, kto choć raz zjechał szolą pod ziemię, wie, że nikt w pojedynkę tam nie przetrwa. W kopalni, na dole, ważni są ludzie, którzy potrafią sobie pomóc, i ta sytuacja znajdowała odbicie na powierzchni, bo tu po prostu można było liczyć na drugiego człowieka. W to chcemy nadal razem grać z sąsiadami w swojej dzielnicy. Ta wartość stanowi dla nas inspirację przy haśle Play!

Jesteśmy w Tychach, mieście zaprojektowanym przez Hannę i Kazimierza Wejchertów wokół pewnej idei. Jakie idee są dla Was kluczowe, gdy myślicie o GZM-ie i miastach wpisanych w aplikację?

Łukasz Kałębasiak: Idee pomagają nie tylko budować miasta, ale są niezbędne, żeby jednoczyć wokół siebie ludzi. Tego potrzebujemy najbardziej. GZM to wciąż młody organizm, który otrzymał na początku czysto techniczne kompetencje, takie jak zarządzanie transportem publicznym. Trudno jednak jednoczyć ludzi wokół idei punktualnie kursujących autobusów, bez względu na to, jak ważne jest to zadanie. Wspólne działanie inicjowane przez artystów czy ludzi kultury ma już taką moc. Szczególnie, że chcemy to robić, mając na uwadze dostępność kultury. Jesteśmy przekonani, że w kulturze tkwi źródło prawdziwej radości. Tak jak pan Jourdain ze sztuki Moliera nie wiedział, że mówi prozą, tak wciąż wielu ludzi nie wie, że to, co sprawia im na co dzień radość, to właśnie kultura. I że nie musi być to cotygodniowa wizyta w filharmonii. Może to być gra wideo, w którą grają. Zależy nam, aby rozszerzać tzw. pole kultury, w ludzkich głowach, i w naszym programie artystycznym. Nie zależy nam na naskórkowych eventach. Zależy nam na wydarzeniach, które łączą mieszkańców naszych miast i pozwalają im rozwijać więzi. Dlatego przygotowaliśmy Spójnik.

Wiemy, że w pierwszym Spójniku mieszkańcy Tychów otrzymali dofinansowanie i zrealizowali swoje pomysły. Ale to nie wszystko, przeprowadzaliście w ubiegłym roku konsultacje i badania, co z nich wynika dla Tychów, a co dla regionu?

Oskar Adamus: Bardzo ważną kwestią dla tyszan i tyszanek jest tożsamość kulturowa i historyczna związana z samym miastem. To bardzo inspirujące! W aplikacji konkursowej podkreślamy, że jesteśmy zbiorem różnych historii i chcemy współpracować, nie tracąc tożsamości małych ojczyzn, z których się wywodzimy. Tyszanie bardzo lubią przestrzeń miasta i o nią dbają. Jest dla nich najczęstszą lokalizacją, by uczestniczyć w kulturze. Szczegółowe informacje znajdą się w raporcie, nad którym jeszcze pracujemy. Są one ogromną częścią przygotowywanej aplikacji i niezależnie od wyniku konkursu pozostaną z nami i pozwolą lepiej rozwijać kulturę w całej Metropolii.

A co teraz? Właśnie zamknęliście tyskie konsultacje, otwarte i zamknięte. Co się na nich działo?

Katarzyna Nowakowska: Tak, jesteśmy po kolejnych konsultacjach w każdym z subregionów. Każde spotkanie ma swoją wyjątkową dynamikę w zależności od miejsca. W Tychach pojawiło się kilka osób, które uczestniczyły rok temu w naszych pierwszych konsultacjach. To dla nas sygnał, że wierzycie w to, co robimy, i chcecie być nadal częścią tego procesu. Były oczywiście też nowe osoby, dzięki którym spoglądamy z innej perspektywy, a nawet wychodzimy poza tzw. „bańkę”. Jest to cenne doświadczenie.

Na koniec pytanie przewrotne. Wasza aplikacja jest pomarańczowa, a dla starszych mieszkańców, pamiętających jeszcze czasy PRLu, skojarzenie z tym kolorem w kontekście hasła PLAY jest dość wyraźne – i przywodzi na myśl pomarańczową alternatywę i grę, zabawę z rzeczywistością.

Oskar Adamus: Pracując nad aplikacją od strony wizualnej, musimy mieć z tyłu głowy kilka kontekstów, między innym, kto ją weźmie do ręki (i finalnie oceni), jej użyteczność i powiązanie z naszą historią. Oczywiście zaczynamy tutaj od koloru cegieł – tak mocno kojarzonego z regionem, z familokami. Metropolia to ponad dwa miliony ludzkich serc, a więc też energetyczny, żywy kolor. Pomarańczowy jest mocno widoczny (wpadł oko jurorom!)… i jest kolorem szaleńców, którzy wierzą, że to, co robią, potrafi stworzyć nową jakość w świecie. My w ten nowy, wygrany świat wierzymy. A sam projekt też jest lokalny, pierwsza aplikacja została zaprojektowany przez cudownych ludzi z katowickiej ASP – Annę Kopaczewską i Romana Kaczmarczyka. Można ją obejrzeć na naszej stronie www.katowicegzm2029.eu.

rozmawiała Magdalena Gościniak

 

GALERIA


Share

Noblistka i Pan Cogito

wpis

Kraj poetów – tak przez wielu czytelników, recenzentów i krytyków literackich jesteśmy postrzegani.

Lista nazwisk byłaby długa i nie mam na myśli rejestru od Kochanowskiego począwszy. Myślę o ostatnich kilkudziesięciu latach. Na tej liście bez wątpienia dwa nazwiska zasługują na uwagę. Wisława Szymborska i Zbigniew Herbert.

Trudno byłoby znaleźć tak dwie różniące się postaci i to prawie pod każdym względem.

Wisława Szymborska. Spokojna, raczej unikająca tłumu, poklasku. Gdzieś tam cicho sobie pisząca. Owszem, jak każdy twórca była ciekawa, w jaki sposób jej poezja jest odbierana. Każdy autor czeka na reakcje czytelników, po to przecież pisze, po to dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, widzeniem świata. Wieczory autorskie były dla niej męczące. Owszem, odpowiadała na zaproszenia, owszem, czytała swoje wiersze, ale już bardzo niechętnie mówiła o życiu osobistym, politycznych poglądach czy światopoglądzie. Była zdania, że wnikliwy czytelnik sam znajdzie odpowiedzi na niektóre z tych pytań.

Jako mała dziewczynka przeskakiwała kałuże, bo bała się, że woda ją wchłonie i już na zawsze zniknie. Otoczona szkolnymi koleżankami starała się nie rzucać w oczy. Trudno o to było w słynnym domu przy Krupniczej w Krakowie. Co mieszkanie, to pisarz, poeta, dramaturg. Ale i tam wywalczyła sobie kilka metrów swobody. Co nie znaczy, że unikała ludzi. Wręcz przeciwnie. Jeśli kogoś zaakceptowała, była to wierna, lojalna przyjaźń.

Słynne są spotkania, kolacje u Szymborskiej. Zawsze miała przygotowane dziwne przedmioty, gadżety, które potem w drodze losowania jako nagrody dostawali jej przyjaciele. Niektórzy do dziś zachowują owe „specjały”.

Z każdej podróży, miasta, wysyłała kartki z naklejkami, rysunkami. Uwielbiała się fotografować pod dziwnymi nazwami miast. Woody Allen podzielał te słabostki Szymborskiej i koniecznie chciał ją bliżej poznać. Była mieszczuchem, a jednak zgadzała się jechać na ryby razem z Kornelem Filipowiczem, pod namiot. Niektórzy nazywają to miłością.

W galeriach sztuki, muzeach, skupiała się na dwóch, trzech obrazach. Dosyć, wystarczy, już wiem, że na resztę nie mam sił. Była zdania, że jeden, dwa obrazy w skupieniu obejrzane to jest właśnie przeżywanie, smakowanie. I to zostaje nam w pamięci, a nie dziesiątki dzieł  uchwyconych przez moment.

Namiętnie paliła. Do historii przejdzie uroczysta kolacja dla noblistów, kiedy to Szymborskiej, na sali pełnej oficjeli, udało się namówić króla, aby zapalił papierosa.

Nagroda Nobla okazała się dla Niej katastrofą. Gazety, telewizja, fotografowie to nie był jej świat.

Zażyczyła sobie, aby na jej pogrzebie z taśmy puszczono jazz.

Zbigniew Herbert. Przez całe życie tętnił w nim Lwów, miasto dzieciństwa. A potem piętno odcisnęło powstanie warszawskie, którego był w zasadzie przeciwnikiem.

Przez lata stał z boku, poza parnasem literackim. Kiedy tylko mógł wyjechać na Zachód, godzinami przesiadywał w galeriach, muzeach, chodził po ruinach. Szkicował, przygotowywał teksty. A wieczorami z rybakami czy mieszkańcami miasteczek, wiosek pił wino i rozmawiał. Każdy wyjazd był okupiony ogromnymi wyrzeczeniami finansowymi, a w efekcie też zdrowotnymi. Lubił prowokować, podburzać. Czasami niestety zamieniało się to w awanturę. Następnego dnia przychodził więc z kwiatami. Wśród przyjaciół, znajomych miał przezwisko Kicia. Na dobrą sprawę nie wiadomo, kto pierwszy i dlaczego je wymyślił. Miał słabość do wina i kobiet. Potrafił się cieszyć drobiazgami. Chciał tym, którzy w czasach PRL-u nie mogli zobaczyć obrazów w Luwrze czy greckich kolumn, opisać to i opowiedzieć o tym. Gdziekolwiek był, był duszą towarzystwa. Potrafił być czarujący, ale za chwilę nieznośny.

Tak różne postacie, ale łączyła ich wyjątkowa wieloletnia przyjaźń. Historię tej przyjaźni poznamy bliżej, słuchając fragmentów listów i wierszy, czytanych przez parę znakomitych aktorów Dorotę Segdę oraz Jacka Romanowskiego, podczas spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach 15 maja. Spotkanie będzie oparte na publikacji Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja z lat 1955–1996 oraz na słuchowisku radiowym pod tym samym tytułem.

Jan Mazurkiewicz

Zdjęcia: Premiera słuchowiska Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie, Studio im. Romany Bobrowskiej Radia Kraków, 10.12.2018 r. fot. Marek Lasyk, archiwum Radia Kraków

Więcej informacji na temat wydarzenia dostępne jest tutaj.

GALERIA


Share

Wpadnij na giełdę birofilów do Tyskich Browarów Książęcych

wpis

Niezwykłe wydarzenie giełda birofilów ponownie zorganizowana w Tyskich Browarach Książęcych

Giełda birofilów ponownie zawita do Tyskich Browarów Książęcych! W dniach 17–18 maja zapraszamy wszystkich pasjonatów tematyki piwnej i piwowarskiej do odwiedzenia Sali Browarium w Tychach.

Tegoroczna edycja giełdy to nie tylko okazja do odkrycia unikalnych skarbów i ciekawych eksponatów, ale także możliwość spotkania pasjonatów sztuki piwowarskiej i złotego trunku.

Nie zwlekajcie i już teraz wpiszcie do swojego kalendarza termin 17–18 maja. Wstęp wolny.

GALERIA


Share

Aktualności powiązane


Wydarzenia towarzyszące



Tyska Noc Muzeów 2024

wpis

Jak zapowiada się tegoroczna tyska odsłona Europejskiej Nocy Muzeów?

To: odkrywanie tajemnic niezrealizowanego osiedla „Stella”; nowy cykl spotkań i działań sąsiedzkich wokół miejskiego ogrodnictwa „Zegrōdka w kastlikach”; wycieczka rowerowa między przysiółkami wsi Tychy śladem Szlaku Miejskiego Tychy w towarzystwie PTTK Gronie. To także zwiedzanie obiektów sportowych: Stadionu Zimowego z hokeistą Adrianem Parzyszkiem, czy Areny Lekkoatletycznej, Stadionu Miejskiego i Tyskiej Galerii Sportu z medalistką olimpijską, lekkoatletką Lucyną Kałek; wreszcie Wielki Test Wiedzy o Letnich Igrzyskach Olimpijskich (z atrakcyjnymi nagrodami) oraz zwiedzanie Stadionu Miejskiego i wystawy stałej Tyskiej Galerii Sportu w wyjątkowej, wieczornej scenerii. A dla najmłodszych „zielone” warsztaty.

Już w sobotę, 18 maja 2024 roku, wielkie święto muzealników i ich przyjaciół – wyjątkowy czas, pozwalający nie tylko zerkać do miejsc zazwyczaj niedostępnych, ale i niecodziennych atrakcji. Także i my przygotowaliśmy osiem propozycji, zapraszając na tyską odsłonę Europejskiej Nocy Muzeów.

Rozpoczynamy sportową przedpołudniową rozgrzewką. Ten czas będzie należał do Adriana Parzyszka – wybitnego hokeisty GKS–u Tychy i reprezentacji Polski. Wspólnie z naszym gościem odkryjecie „Stadion Zimowy, jakiego nie znacie”zwiedzając najciekawszezwykle niedostępne dla widzów, miejsca, gdzie mecze domowe rozgrywa pięciokrotny mistrz Polski GKS Tychy.

Tym, którzy chcą poznać tajemnice niezrealizowanego tyskiego osiedla „Stella”, proponujemyoprowadzania po wystawie „Stella – niezaistniałe osiedle przyszłości” z Mateuszem Miłoniem.Wystawa prezentuje założenia i losy koncepcji niezrealizowanego osiedla „Stella” w Tychach, które projektował zespół pod kierunkiem Hanny Adamczewskiej-Wejchert i Kazimierza WejchertaOsiedle-eksperyment „Stella” to wynik Programu Rządowego „PR-5” z 1974 roku – miał podnieść jakość budownictwa mieszkaniowego i wskazać kierunki rozwoju po 1990 roku. Jedno z czterech osiedli wzorcowych zlokalizowano w Tychach (Żwaków). Kryzys gospodarczy uniemożliwił realizację… Modelową „Stellę” przypominają plansze projektoweopracowania badawczedokumenty i fotografie oraz makiety wykonane przez studentki i studentów Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej pod kierunkiem dr. inż. arch. Ryszarda Nakoniecznego.

Z myślą o tych, którzy mają ochotę zostać miejskimi ogrodnikami, zainicjujemy nowy cykl spotkań i działań sąsiedzkich. Śląska nazwa „Zegrōdka w kastlikach” oznacza ogródek w drewnianych skrzynkach. Chcemy przygotować wspólnie i współprowadzić ogólnodostępny i otwarty ogród społeczny. Na dobry początek czeka spotkanie przy lemoniadzie i warsztaty dla najmłodszych. Wspólnie z Różą Jaros (Tyski Zakład Usług Komunalnych) i Natalią Zdrzałek (Śląski Ogród Botaniczny w Mikołowie) porozmawiamy o współdziałaniu i zaplanujemy, jak chcemy, aby wyglądał nasz wspólny ogród przy Muzeum. Natomiast młodszych w świat miejskiego ogrodnictwa wprowadzą artystki z Fundacji Otwarta Przestrzeń Mysłowice: Marzena PaciejAnita Rojek i Agata Szymanek, które przygotowały „zieloną” formę warsztatową. W trakcie kolejnych sobotnich spotkań, od maja do września 2024 roku, będziemy inspirować się ogródkowo z biolożką, specjalistami od terenów zielonych, etnologiem, historyczką, także artystkami. Wybierzemy się do Pszczyny, znanej z ogrodów księżnej Daisy, wejdziemy w głąb Puszczy Pszczyńskiej, ale zastanowimy się też nad pierwotnością i korzeniami oraz wzrostem i kwitnieniem.

Z pewnością wyjątkową atrakcją będzie przejazd rowerami Szlakiem Miejskim Tychy w towarzystwie członkiń i członków Klubu Turystyki Kolarskiej Gronie przy PTTK w Tychach. Poruszając się „Między przysiółkami wsi Tychy” będzie okazja, aby dowiedzieć się więcej o osobnych wsiach, a dziś dzielnicach oraz dawnych przysiółkach, jak Stare TychyCzułów i Żwaków.

Coś dla siebie znajdą również miłośniczki i miłośnicy tyskiego sportu. Przed nimi „Olimpijskie zwiedzanie stadionów i Tyskiej Galerii Sportu”Podczas tego wyjątkowego spaceru będzie okazja zwiedzić aż trzy sportowe miejscaArenę LekkoatletycznąStadion Miejski i Tyską Galerię Sportu. Mamy rok Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, dlatego roli przewodniczki podejmie się słynna tyska lekkoatletka Lucyna Kałek – brązowa medalistka olimpijska i mistrzyni Europy w biegu na 100 m przez płotki.

Tych, którym brakuje sportowej rywalizacji, zachęcamy do uczestnictwa w Wielkim Teście Wiedzy o Letnich Igrzyskach Olimpijskich. Liczymy, że jak zawsze, to nie tylko atrakcyjny egzamin z wiedzy, ale też okazja do dobrej zabawyPodejmij wyjątkowe wyzwanie i sprawdź się z szeroko pojętej wiedzy olimpijskiej! Na najlepszych, którzy popiszą się największą sportową wiedzą, czekają atrakcyjne nagrody!

A na finał, żelazny punkt programu każdej Tyskiej Nocy Muzeów, czyli „Stadion Miejski i Tyska Galeria Sportu wieczorową porą”–zwiedzanie najciekawszychzwykle niedostępnych dla widzów, miejsc w wyjątkowej, wieczornej scenerii.

Zapowiada się więc Tyska Noc Muzeów pełna różnorodnych wrażeń!

„Stadion Zimowy, jakiego nie znacie” – zwiedzanie z hokeistą Adrianem Parzyszkiem / 18 maja 2024 (sobota), godz. 11.00–12.00
miejsce: Stadion Zimowy, ul. gen. Ch. de Gaulle’a 2, Tychy (zbiórka przed pubem sportowym Iglo, od ul. gen. Ch. de Gaulle’a)
gość specjalny: Adrian Parzyszek
prowadzi: Piotr Zawadzki
zapisy (liczba uczestniczek i uczestników ograniczona): 515 717 430 (także SMSem), k.hajduk@tgs.tychy.pl
wstęp wolny

„Stella – niezaistniałe osiedle przyszłości” – oprowadzania po wystawie z Mateuszem Miłoniem/ 18 maja 2024 (sobota), godz. 16.00–18.00 i 20.00–22.00
miejsce: Stary Magistrat, pl. Wolności 1, Tychy
zapisy: 
887 450 212 (także SMSem), g.oleksy@muzeum.tychy.pl
wstęp wolny

dowiedz się więcej o wystawie czasowej „Stella – niezaistniałe osiedle przyszłości”

„Między przysiółkami wsi Tychy” – wycieczka rowerowa śladem Szlaku Miejskiego Tychy / 18 maja 2024 (sobota), godz. 17.00–20.00
miejsce zbiórki: Rynek (przy fontannie z wydrami), Tychy
prowadzą: Cezary Sawicki (Klub Turystyki Kolarskiej Gronie) i Agata Berger-Połomska (Dział Historii Miasta Muzeum Miejskiego w Tychach)
zapisy: 887 450 212 (także SMSem), g.oleksy@muzeum.tychy.pl
wstęp wolny

społeczny ogród „Zegrōdka w kastlikach” – spotkanie przy lemoniadzie i warsztaty dla najmłodszych/ 18 maja 2024 (sobota), godz. 18.00–20.00
miejsce: Stary Magistrat, pl. Wolności 1, Tychy
gościnie: Róża Jaros (Tyski Zakład Usług Komunalnych), Natalia Zdrzałek (Śląski Ogród Botaniczny w Mikołowie) oraz Marzena Paciej, Anita Rojek i Agata Szymanek (Fundacja Otwarta Przestrzeń Mysłowice)
prowadzą: Natalia Sitko i Jakub Skucha
zapisy: 887 450 212 (także SMSem), n.sitko@muzeum.tychy.pl
wstęp wolny

Olimpijskie zwiedzanie stadionów i Tyskiej Galerii Sportu z lekkoatletką Lucyną Kałek/ 18 maja 2024 (sobota), godz. 19.00–20.00
miejsce: Tyska Galeria Sportu, ul. Edukacji 7, Tychy (zbiórka przed wejściem na parterze)
gościni specjalna: Lucyna Kałek
prowadzi: Piotr Zawadzki
zapisy: 
515 717 430 (także SMSem), k.hajduk@tgs.tychy.pl
wstęp wolny

Wielki Test Wiedzy o Letnich Igrzyskach Olimpijskich/ 18 maja 2024 (sobota), godz. 20.00–21.00
miejsce: Tyska Galeria Sportu, ul. Edukacji 7
prowadzi: Kamil Hajduk
zapisy: 
515 717 430 (także SMSem), k.hajduk@tgs.tychy.pl
wstęp wolny

„Stadion Miejski i Tyska Galeria Sportu wieczorową porą” – zwiedzanie / 18 maja 2024 (sobota), godz. 21.00–22.00
miejsce: Tyska Galeria Sportu, ul. Edukacji 7, Tychy (zbiórka przed wejściem głównym na Stadion Miejski Tychy, ul. Baziowa)
prowadzą: 
Kamil Hajduk i Borys Kymona
zapisy: 
515 717 430 (także SMSem), k.hajduk@tgs.tychy.pl
wstęp wolny

Dla tych, którzy chcą wzbogacić swoje domowe biblioteczki, będzie okazja do zakupu muzealnych publikacji.

fot. Radosław Kaźmierczak

GALERIA


Share

Przyszedł maj, a z nim nowe „Ramy Kultury”

wpis

W kwietniu rozmaite wizje świata i człowieka śledziliśmy na festiwalu MoTyF. W maju na wystawie jubileuszowego cyklu Miejska Galeria Sztuki OBOK zaprezentuje twórczość Tomasza Wenklara, którego rzeźby skłaniają do spojrzenia na świat z innej perspektywy.

Wśród wielu zadań, jakie ma do spełnienia sztuka, jest też takie, by pokazać różnorodność naszego świata i nas, jego mieszkańców. W kwietniu rozmaite wizje świata i losu człowieka śledzili widzowie festiwalu MoTyF. W maju na kolejnej wystawie z jubileuszowego cyklu Miejska Galeria Sztuki OBOK zaprezentuje twórczość Tomasza Wenklara, którego rzeźby potrafią skłonić do spojrzenia na świat z zupełnie innej perspektywy. Wydaje się, że mnogość opowieści, które można przedstawić środkami plastycznymi, aktorskimi czy literackimi jest nieskończona. Wobec tego bogactwa można zadać sobie pytanie, dlaczego w szerokim strumieniu kultury tak wiele miejsca zajmują kolejne adaptacje wciąż tych samych historii. Czy w naszym DNA mamy zapisany skończony katalog motywów, które są dla nas czytelne, i te właśnie lubimy najbardziej?

Cóż, jeśli ktoś lubi wracać do tego, co dobre, w maju może ponownie – po kwietniowym występie mistrzowskim na MoTyFie – spotkać się z Joanną Szczepkowską, tym razem w innej opowieści. Ta znakomita aktorka jest też autorką sztuk teatralnych i opowiadań i będzie gościnią cyklu Portrety Literackie Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Dla tych, którzy pragną wyjść poza matrycę uniwersalnych memów (nie mam tu na myśli zabawnych internetowych obrazków, lecz podstawowe jednostki przekazu kulturowego, podlegające ewolucji na podobieństwo genów – jak opisywał je zmarły 19 kwietnia Daniel C. Dennett, jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów), także jest propozycja w naszym kalendarium. Poza wszelkimi paradygmatami poruszają się twórcy zaproszeni na kolejną edycję Tyskiego Festiwalu Performance. 

Przed nami maj, w którym nie zobaczymy kwitnących bzów i kasztanów, gdyż te zdążyły przekwitnąć już w kwietniu. Możemy za to spotkać się z nieoczywistymi zjawiskami artystycznymi.

Sylwia Witman

Tematy poruszone w najnowszym wydaniu:
– wystawa malarstwa Bartosza Hadrysia w Oknie na Kulturę;
– starania Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii o zdobycie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury;
– wystawa rzeźby Tomasza Wenklara w Miejskiej Galerii Sztuki OBOK;
– XIII edycja Tyskiego Festiwalu Performance;
– koncert AUKSO x Adam Bałdych Trio feat. Helge Lien, który odbędzie się w cyklu AUKSO MODERN;
– relacja z kwietniowego Tyskiego Festiwalu Monodramu MoTyF;
oraz wiele innych.

Przypominamy, że miesięcznik kolportowany jest na terenie całego miasta (lista poniżej) i jest całkowicie darmowy, dlatego zachęcamy do zabrania go ze sobą i przeczytania 33. już numeru „Ram Kultury”.

Wydawca: Miejskie Centrum Kultury w Tychach, ul. Bohaterów Warszawy 26, 43-100 Tychy, tel. 32 438 20 61, e-mail: redakcja@mck.tychy.pl
Re
daktor naczelna: Sylwia Witman, e-mail: ramykultury@kultura.tychy.pl
Zespół:
Daria Gawrońska, Agnieszka Lakner, Małgorzata Król, Justyna Stolfik-Binda
Korekta:
Agnieszka Tabor
Layout
: Aleksandra Krupa i Bartek Witański Blank Studio, Marcin Kasperek KlarStudio
Skład i łamanie:
Magdalena Dziedzic KlarStudio
Druk:
Drukarnia AAPrint, Mikołów Nakład: 3000 egz.
Foto na okładce:
Radosław Kaźmierczak

Miesięcznik znaleźć można we wszystkich instytucjach kultury, młodzieżowych domach kultury, klubach osiedlowych, urzędach, Gemini Park Tychy oraz wybranych restauracjach. Szczegółowa lista punktów dystrybucji znajduje się TUTAJ.
Poniżej prezentujemy również dotychczasowe wydania „Ram Kultury” w wersji online:

Ramy Kultury nr 33
Ramy Kultury nr 32
Ramy Kultury nr 31
Ramy Kultury nr 30
Ramy Kultury nr 29
Ramy Kultury nr 28
Ramy Kultury nr 27
Ramy Kultury nr 26
Ramy Kultury nr 25
Ramy Kultury nr 24
Ramy Kultury nr 23
Ramy Kultury nr 22
Ramy Kultury nr 21
Ramy Kultury nr 20
Ramy Kultury nr 19
Ramy Kultury nr 18
Ramy Kultury nr 17
Ramy Kultury nr 16
Ramy Kultury nr 15
Ramy Kultury nr 14
Ramy Kultury nr 13
Ramy Kultury nr 12
Ramy Kultury nr 11
Ramy Kultury nr 10
Ramy Kultury nr 9
Ramy Kultury nr 8
Ramy Kultury nr 7
Ramy Kultury nr 6
Ramy Kultury nr 5
Ramy Kultury nr 4
Ramy Kultury nr 3
Ramy Kultury nr 2
Ramy Kultury nr 1

GALERIA


Share

Wyniki konkursu XVI Tyskiego Festiwalu Monodramu MoTyF

wpis

28 kwietnia monodramem Agnieszki Przepiórskiej zakończyliśmy tegoroczną edycję Festiwalu. Jednak MoTyF to nie tylko spektakle nurtu mistrzowskiego, ale co równie ważne, także prestiżowy konkurs, którego wyniki poznaliśmy w niedzielę.

Na sześć dni Tychy stały się stolicą monodramu, a wszystko za sprawą szesnastej edycji Tyskiego Festiwalu Monodramu MoTyF, wydarzenia, które już na trwale wpisało się w kalendarz imprez kulturalnych miasta. 

Pierwsza edycja festiwalu odbyła się w 2007 roku z inicjatywy Jana Fręsia. Niezawodnie festiwalowi towarzyszyli Piotr Adamczyk oraz Wojciech Wieczorek. W roku 2015 pieczę nad imprezą objął Paweł Drzewiecki, wtedy dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Tychach. Z jego inicjatywy zapoczątkowana została formuła mistrzowska, polegającą na tym, że gościem każdej edycji był wybitny mistrz sztuki słowa i teatru. Pierwszym naszym mentorem był Jan Peszek i tak naprawdę to, że przyjął on nasze zaproszenie, otworzyło drzwi do rozmów z innymi osobowościami sceny. W roku kolejnym tę samą rolę pełnił Bronisław Wrocławski, zaś na dziesiątą, jubileuszową edycję, zaprosiliśmy Jerzego Stuhra – mówi Paweł Drzewiecki, dyrektor Teatru Małego w Tychach. To właśnie Teatr Mały od kilku lat jest organizatorem MoTyFu, imprezy, która cieszy się niezwykłym uznaniem i prestiżem w środowisku, tłumnie przyciągając widzów.

Podczas szesnastej edycji festiwalu również nie zabrakło wielkich nazwisk i spektakli. Łukasz Lewandowski z Teatru Ateneum w Warszawie zaprezentował monodram Historia Jakuba na podstawie tekstu Tadeusza Słobodzianka. Kultowy już chyba i szalenie poruszający monodram Byk przedstawił Robert Talarczyk (tekst napisany przez Szczepana Twardocha). Niesamowity spektakl Hamer, swoisty sit-up (w przeciwieństwie do stand-up’u) zaprezentowała Karolina Hamer. Po raz kolejny na festiwalu zawitała Joanna Szczepkowska, tym razem z legendarną już Gołą babą. Paweł Drzewiecki – dyrektor Teatru Małego pokazał historię pokolenia Kolumbów w muzycznym spektaklu Czy to serce pękło? Wreszcie na finał monodram Agnieszki Przepiórskiej – najlepszej aktorki sezonu 2022/2023 wg miesięcznika Teatr – W maju się nie umiera. Historia Barbary Sadowskiej. To wszystko spektakle mistrzowskie. Jednak wielkich nazwisk monodramu było zdecydowanie więcej. Nazwisk może jeszcze nie tak popularnych, które na uznanie i sławę ogólnopolską muszą jeszcze chwilę zaczekać, jednak obserwując poziom prezentacji konkursowych, nie ma wątpliwości, że o wielu jeszcze nie raz usłyszymy.

Istotnym problemem poruszonym w aż w trzech przedstawieniach konkursowych jest motyw samego aktorstwa, losu artysty oraz drogi, która prowadzi na scenę, okupionej nieraz ogromnym poświęceniem. Wizję świata bez sztuki w Takie tam roztoczyła przed nami Magdalena Bochan-Jachimek, świata, w którym „nie ma obrazów na ścianach, nie ma muzyki, nie ma książek”. Całe szczęście sztuka jest, ale w jakim stanie? Wiecznie niedofinansowana, a artyści muszą pisać kolejne wnioski o granty i dotacje, żeby móc tworzyć, móc przedstawić kawałek swojego świata, choć i tak często nazywani są przez społeczeństwo darmozjadami. Nikt jednak nie dostrzega, jak wiele godzin uporu, trudu i wyrzeczeń kosztuje czas spędzony na przygotowaniach, na tym, by w ogóle móc stanąć na scenie, o czym mówi Krzysztofa Gomółka-Pawlicka w monodramie Zawód aktorki. Marzenie z młodości, pierwsze niewinne „przebieranki i wygłupy w dzieciństwie” stają się pasją, przekleństwem, ciężarem i drogą na całe życie. Zarówno w Zawodzie aktorki, jak i u Miszy Czornego w monodramie Colargol. To nie bajka pojawiają się też motywy popularnej w szkołach aktorskich „fuksówki”, kiedy to student pierwszego roku musi udowodnić, że nie dostał się na uczelnię „fuksem”. Żeby to zrobić, wykonuje „zadania aktorskie” zlecone przez starszych kolegów. Pełne przemocy zachowania starszych kolegów i koleżanek mają zahartować przyszłych adeptów sztuki teatralnej przed prawdziwą bitwą, którą to absolwenci będą musieli stoczyć w realnym życiu. W Colargolu Czorny precyzyjnie rysuje również ścieżkę, którą podąża główny bohater Igor, by zrealizować swoje marzenie – zostać aktorem i tancerzem. Żelazna dyscyplina i poddawanie ciała istnej tresurze, by zawsze było giętkie, rozgrzane, elastyczne, zwinne i lekkie, ale przede wszystkim gotowe do nadludzkich poświęceń to codzienność bohatera monodramu. Na drugim biegunie jest ciało tytułowej Masary ze spektaklu Julity Koper. To ciało jest powodem do wstydu. Duże, ogromne, niezgrabne wyśmiewane, znienawidzone najbardziej przez główną bohaterkę. Jesteśmy w piekle nastolatków, którzy są wobec siebie bezwzględni. Przemoc w tym świecie rodzi kolejną przemoc. Spirala zła jest nakręcona i prędko się nie zatrzyma. Złem jest też wojna, której obraz przedstawiono w Dystrofii – monodramie Faustyny Baran. Jednak to nie wojna staje się głównym bohaterem spektaklu, a skrajny głód, który powoli, systematycznie i z zabójczą skutecznością przemienia ludzi w zwierzęta gotowe zrobić wszystko, by przeżyć. W tym świecie instynkt przetrwania jest silniejszy niż ograniczenia i kulturowe tabu. Do dżungli miasta zabiera nas Maria Czok w monodramie Moje pogo, spektaklu powstałego na podstawie bestsellerowego reportażu Jakuba Sieczki – lekarza, który przez sześć lat pracował w stołecznym pogotowiu ratunkowym. Oglądamy galerię przypadków ludzi potrzebujących pomocy, a także chwili rozmowy i tego, by ktoś ich zauważył i wysłuchał. Nadzieję w postaci miłości, która przynosi ocalenie obrazu toksycznej matki, rysuje w monodramie 20 den Julia Fidelus. Niełatwa, wręcz dramatyczna relacja matki z córką, choć mogłaby przygnębiać, to jednak nie odziera z wiary, że tym, co odróżnia nas od zwierząt, jest silne uczucie miłości, jakim bezwarunkowo potrafimy obdarzyć drugiego człowieka. Motyw ten również wybrzmiewa w monodramie Prymicje Karoliny Konickiej. Bolesna tajemnica z przeszłości, sukcesywnie odkrywana przed widzem, jest jak rozdrapywanie starych ran, boli, ale, zdaje się, to proces niezbędny do tego, by wreszcie wybaczyć sobie i zrobić przestrzeń na najważniejsze słowa.

Przed trudnym wyzwaniem stanęło jury tegorocznego festiwalu – Dorota Landowska, Małgorzata Langier, Waldemar Raźniak i Adam Sajnuk. Poziom tej edycji był bardzo wysoki. Monodram to specyficzny rodzaj teatru, który tworzy jedna osoba potrafiąca zbudować cały świat, i niczym teatralny stwórca zabierająca nas na chwilę do swojego mikrokosmosu, choć nie zawsze łatwego, to jednak czasem nie chce się go opuszczać. Nie pozostaje więc nic innego, jak zachwycić się i westchnąć „ależ to był MoTyF!”, i czekać na kolejną edycję, która, niestety, dopiero za rok.

Marcin Stachoń

Jury w składzie:

Waldemar Raźniak (przewodniczący) oraz Małgorzata Langier, Dorota Landowska i Adam Sajnuk postanowiło przyznać następujące nagrody:

Grand Prix w wysokości 10.000 zł brutto dla Pani Julity Koper za monodram pt. „Masara” na podstawie opowiadania Szczepana Twardocha, w reż. Kuby Mielewczyka – za połączenie wszystkich aspektów inscenizacyjnych na profesjonalnym poziomie, nowoczesną formę, siłę wyrazu aktorskiego i trafny wybór materiału literackiego,

Nagrodę aktorską w wysokości 5.000 brutto dla Julii Fidelus za monodram „20 DEN” na podstawie książki Miry Marcinów pt. „Bezmatek” pod opieką artystyczną Natalii Sakowicz – za precyzyjną adaptację, sprawną i pomysłową animację lalką, autentyczność i bezpretensjonalność gry aktorskiej;

oraz dwa wyróżnienia po 2.500 zł brutto dla:

Miszy Czornego za monodram „Colargol. To nie bajka” w reż. Moniki Szydłowieckiej – za szczerą, osobistą wypowiedź i za odwagę łączenia różnych gatunków sztuk.

Magdaleny Bochan-Jachimek za monodram „Takie tam” na podstawie tekstu Szymona Jachimka, w reż. Agnieszki Płoszajskiej – za interaktywność, sprawność dramaturgiczną, ostrość obserwacji środowiskowych.

Wszystkim nagrodzonym składamy serdeczne gratulacje.