Niespokojna dusza flamenco

Daria Gawrońska

ROZMOWA Z MICHAŁEM CZACHOWSKIM

Indialucia – projekt muzyczny, stworzony przez Michała Czachowskiego i skupiający muzyków z Polski, Indii, Hiszpanii i Włoch – działa i budzi uznanie na całym świecie już od ponad dwudziestu lat. Grupa Indialucia wystąpi w Mediatece podczas koncertu inauguracyjnego XX edycji Śląskiej Jesieni Gitarowej. Michał Czachowski zagrał też w Studiu Radia Katowice koncert zwiastujący festiwal (wraz z perkusistą Krzysztofem Nowakowskim). Ze Śląską Jesienią Gitarową muzyk związany jest od lat.

Rozmawiamy po koncercie-zwiastunie XX edycji Śląskiej Jesieni Gitarowej w Polskim Radiu Katowice. Jak wyglądał Pana dzisiejszy dzień? Czy w dniu koncertu ma Pan swoje określone zwyczaje, „rytuały”? Rutynę, której trzyma się zawsze przed występem?

Dzień koncertu? Najpierw śniadanie i jakaś dobra gitara w tle –  najlepiej ktoś, kto od razu przypomni mi, po co właściwie to wszystko robię. Potem pakuję instrument, ubrania i rzecz absolutnie strategiczną: przybornik do paznokci. U gitarzysty paznokcie to właściwie część instrumentu, więc przed koncertem muszą być w idealnym stanie. Dobra długość, odpowiedni kształt i pewność, że nic nie pęknie w najmniej odpowiednim momencie. Zwykle sam prowadzę samochód, a dłonie na kierownicy inaczej układają się niż na gitarze. Dzisiaj miałem luksus jazdy pociągiem, więc ostatni „serwis techniczny” paznokci zrobiłem po drodze. Ale tak naprawdę, przed koncertem bardzo potrzebuję chwili ciszy. Rozgrzewam ręce, sprawdzam instrument, ale przede wszystkim próbuję wyłączyć cały zewnętrzny hałas. Czasem medytuję, czasem po prostu siedzę w ciszy. Chodzi o to, żeby pozbyć się myśli i poczuć muzykę, jeszcze zanim wyjdzie się na scenę. Najlepsze koncerty zaczynają się dla mnie właśnie wtedy – kilka minut przed pierwszym dźwiękiem gitary.

Czy pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie ze Śląską Jesienią Gitarową?

Tak, bo to była pierwsza edycja tego wydarzenia. Mówimy o roku 1986, miałem wówczas dwanaście lat i dopiero miesiąc wcześniej zacząłem grać na gitarze.  Byłem na koncercie finałowym, kiedy wygrała Nicola Hall, świetnie pamiętam te emocje, które mi towarzyszyły, poczucie, że biorę udział w czymś wyjątkowym. To była w ogóle moja pierwsza styczność z Tychami, w których mieszkałem potem przez większość swojego życia. Kto wie, czy zostałbym w ogóle gitarzystą, gdybym nie był obecny wtedy na festiwalu – to było dla mnie wielkie przeżycie.

Fascynację muzyką flamenco wyniósł Pan z domu rodzinnego. 

Historia flamenco w mojej rodzinie ma swój początek w Sewilli, do której na studiach wyjechał mój ojciec – mówimy o latach 70., kiedy Sewilla była ówczesną stolicą flamenco. Mój tata zakochał się w tej muzyce i kupił sześć płyt winylowych, które nieustannie grały w naszym domu. Można powiedzieć, że słuchałem flamenco jeszcze na etapie życia prenatalnego! Tak poważnie odkryłem te nagrania jako nastolatek i zapragnąłem grać flamenco. Problem polegał na tym, że nikt w latach 80. w Polsce nie był w stanie mnie tego nauczyć, więc zacząłem ze słuchu uczyć się sam – cztery lata uczyłem się grać na gitarze klasycznej. Na początku wydawało mi się, że na nagraniach słyszę ze trzy gitary – ale byłem zdziwiony, gdy okazało się, że to tylko jeden instrument… Pierwszy raz wyjechałem do Hiszpanii w 1995 roku – wtedy zobaczyłem z bliska, jak to wszystko wygląda.

Czy pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie z muzyką flamenco na żywo?

Tak, mam to spotkanie niezwykle mocno zapisane w swojej emocjonalnej pamięci. To nawet jest dla mnie taki punkt odniesienia: rok 1992, październik, Msza Flamenco. Paco Peña przyjechał z wielkim zespołem flamenco: tancerzem, wokalistami, dwoma gitarzystami… do tego chór. Od tamtego czasu nigdy nie przeżyłem tak żadnego koncertu. Miałem gęsią skórkę na całym ciele, a w oczach łzy wzruszenia. To było wręcz dla mnie duchowo-emocjonalne objawienie.

Uczy Pan studentów w katowickiej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Czy trudno im jest przejść z tradycyjnej gry na gitarze w Pana muzyczny świat?

To zależy, czy ktoś jest na to otwarty, czy nie, bo są gitarzyści, którzy nigdy nie mieli styczności z muzyką flamenco, nawet jej nie słyszeli i niekoniecznie może są tym zafascynowani, ale są i tacy, którzy chcą ubogacić swój repertuar hiszpańskimi technikami, które są stosowane w muzyce flamenco. We flamenco są pewne rzeczy, które pomija się w muzyce klasycznej. Flamenco pomaga również w kwestii różnorodnych rytmów.

Dziś niesamowite wrażenie zrobiła na mnie właśnie dyscyplina rytmiczna w muzyce flamenco. Na ile to kwestia pewnego geniuszu i rytm „po prostu” się czuje, a na ile problem, który można wyćwiczyć?

To wielowarstwowy problem: jeśli ktoś ma poczucie rytmu i łatwość, to nie musi jakoś specjalnie tego ćwiczyć, ale jeśli ktoś ich nie ma – nic straconego, bo tak naprawdę wszystko jest w głowie, a nie w palcach. Trzeba nauczyć się myślenia frazami rytmicznymi, które czasem w muzyce klasycznej są pomijane.

W tym roku obronił Pan swoją pracę doktorską poświęconą związkom pomiędzy muzyką flamenco a muzyką indyjską. Czy te dwa światy są zatem ze sobą bliżej, niż nam się może wydawać?

One geograficznie są daleko, ale to, co jest dyscypliną muzyczną i rytmiczną we flamenco, jest tak samo ważne w muzyce indyjskiej. Rytmy we flamenco są bardzo skomplikowane i bardzo złożone – tak samo jest w muzyce Indii. Tam natomiast mają narzędzie do tego, by rytmy jakoś sobie systematyzować w myślach – pomaga w tym konnakol, który łączy wartości rytmiczne z odpowiednimi sylabami. Dzięki tej metodzie nawet najtrudniejsze frazy stają się logiczne.

Miał Pan okazję współpracować z wieloma gitarzystami flamenco. Co wyróżnia tych absolutnie najlepszych poza doskonałym poczuciem rytmu?

Na pewno wyróżniają się oni nie tylko pod kątem muzykalności i techniki, ale również osobowości. Myślę, że m.in. taką cechą jest tworzenie czegoś zupełnie nowego, przełamywanie utartych schematów. Na przykład Paco de Lucía, który znał i lubił moją płytę Indialucia, był zawsze niezwykle skromny, ale całym sercem walczył o to, by wprowadzić do flamenco coś nowego. Dokonał rzeczy przełomowych, wyznaczył we flamenco zupełnie nowe ścieżki.

Ważne jest również dla mnie, gdy gitarzysta gra własnym stylem i brzmieniem, a niewielu jest takich, którzy się wyróżniają. Przychodzi mi od razu na myśl Josemi Carmona, który zagra na tegorocznej Śląskiej Jesieni Gitarowej. Gra pięknym stylem, u niego nie chodzi tylko o technikę, aby być najszybszym i skomplikowanym. Jego gra jest bardzo emocjonalna, nie skupia się tylko na warsztacie, to zawsze prezentacja głęboko dojrzała muzycznie.

Forma muzyczna albo styl w ramach flamenco, który jest najbliższy Pana sercu to…?

Bulería. To styl bardzo rytmiczny, niesamowicie satysfakcjonujący podczas grania. Pochodzi z Jerez de la Frontera – to tam rozwinął się najbardziej. Jest w nim dużo przestrzeni na zabawę rytmem i improwizację, to prawdziwa frajda dla gitarzysty. Gdy komponuję coś nowego, przyznam, że właśnie bulerii poświęcam najwięcej czasu. Przy okazji stanowi również test dla umiejętności artysty – to bardzo wymagający i trudny styl, o ile nie najtrudniejszy.

Usłyszymy Pana podczas inauguracji jubileuszowej edycji Śląskiej Jesieni Gitarowej. Czego melomani mogą się spodziewać? Będzie to bowiem projekt hiszpańsko-indyjski…

Dokładnie, to będzie premiera naszego koncertu z orkiestrą w Polsce. Graliśmy już naszą muzykę z orkiestrami w Rosji, Włoszech czy Czechach, ale w Polsce jeszcze nie. Z Aukso nagraliśmy drugą płytę, ale jak dotąd nie wykonaliśmy żadnego z zawartych na niej utworów na żywo. Dla mnie będzie to wielkie artystyczne spełnienie. Sam projekt Indialucia, który łączy muzykę flamenco z muzyką Indii, ma swoje podłoże genetyczno-historyczne: otóż Cyganie, którzy stworzyli flamenco pod koniec XVIII wieku, dotarli do Andaluzji, a wyruszylic z Indii. Mam nadzieję, że taka muzyczna harmonia brzmień, w dodatku połączona z orkiestrą, sprawi słuchaczom niespodziankę.

Gdy już znajdzie Pan chwilę wolnego czasu, co wtedy go wypełnia? Na Politechnice Śląskiej skończył Pan architekturę…

To prawda, ale nigdy w życiu nic z nią nie zrobiłem – zaraz po studiach wyjechałem do Indii, tam zrodził się mój pomysł na łączenie flamenco z muzyką indyjską. W Indiach nagrałem płytę, po której wydaniu okazało się, że nagle gramy koncerty na całym świecie – architektem nie zdążyłem więc pobyć, bo muzyka sama mnie znalazła. Jestem natomiast niespokojną duszą: oprócz gry na gitarze zajmuję się m.in. produkcją muzyczną. Lubię malować – to coś, co zostało mi z architektury. Akwarele i projektowanie graficzne. Mam wydawnictwo muzyczne, w którym opracowuję nie tylko całą muzykę pod kątem nagrań, miksu i masteringu, ale równie często projektuję szatę graficzną i okładki płyt. Uwielbiam kuchnię indyjską – robię warsztaty kulinarne w różnych miejscach Polski. Mam za sobą również przygodę z aktorstwem – niedawno grałem kapitana statku w jednej z produkcji filmowych, to była chyba moja piętnasta rola w tego typu przedsięwzięciu.

Przyznam, że sporo tego jak na osobę, która nie ma zbyt wiele wolnego czasu…

Pisuję jeszcze do różnych magazynów muzycznych i prowadzę autorską audycję radiową My Spanish Heart.

Zapytam jeszcze na koniec o najbliższe plany artystyczne, poza oczywiście Śląską Jesienią Gitarową.

Bardzo chciałbym wydać płytę, która od roku jest już gotowa – jestem w trakcie poszukiwania finansów. To będzie nasza trzecia płyta, najlepsza ze wszystkich dotychczas nagranych, koniecznie musi ujrzeć światło dzienne. Chciałbym również skomponować koncert flamenco z elementami indyjskimi na gitarę i orkiestrę. Istnieje kilka koncertów na świecie zarejestrowanych na gitarę flamenco i orkiestrę, byłbym natomiast pierwszy w Polsce, który podjąłby się takie wyzwania. To moje kolejne marzenie. I mam jeszcze parę: wydać książkę, może zrobić film… Nie lubię monotonii. Myślę, że całe życie będę poszukiwał w życiu czegoś nowego, co przynosi mi radość.

rozmawiała Agnieszka Nowok-Zych

Informacje o koncercie: Marcin Dylla / Kupiński Guitar Duo / Michał Czachowski & Indialucia

GALERIA


Share

Konkurs Chórów Tyskich Wieczorów Kolędowych – zgłoś swój zespół!

Daria Gawrońska

Do 7 grudnia 2026 roku można zgłaszać chóry do Konkursu Chórów XXXVI Tyskich Wieczorów Kolędowych. To wyjątkowa okazja, by zaprezentować swoje umiejętności, spotkać się z innymi zespołami, wymienić doświadczenia i wspólnie celebrować bogactwo polskiej tradycji

Na najlepsze chóry czekają nagrody o łącznej wartości 19 000 zł, a laureaci wystąpią podczas Koncertu Finałowego XXXVI Tyskich Wieczorów Kolędowych.
XXXVI Tyskie Wieczory Kolędowe odbędą się od 9 do 16 stycznia 2027 roku. Konkurs Chórów jest jednym z najważniejszych wydarzeń tegorocznej edycji.

Kto może wziąć udział?

Do konkursu zaproszone są:

  • chóry żeńskie,
  • chóry męskie,
  • chóry dziecięce – od 7. roku życia,
  • chóry mieszane,
  • zespoły wokalno-instrumentalne.

Dopuszczalne jest wykonywanie utworów z akompaniamentem instrumentalnym, jednak co najmniej jeden utwór musi zostać wykonany a cappella.
Konkurs jest skierowany do zespołów, które chcą podzielić się swoją interpretacją polskich kolęd, pastorałek i muzyki sakralnej, a także skonfrontować swoje umiejętności z innymi chórami i zdobyć cenne doświadczenie sceniczne.

Konkurs w dwóch etapach

Tegoroczna rywalizacja będzie przebiegać w dwóch etapach.

Etap I – online

Pierwszy etap odbędzie się w formule online. Chóry powinny przygotować dwa dowolnie wybrane utwory – polskie kolędy, pastorałki lub utwory sakralne. Prezentacja całego zespołu nie może przekroczyć 10 minut.
Nagranie należy umieścić w serwisie YouTube i przesłać organizatorom link wraz z kartą zgłoszenia. Na podstawie nadesłanych materiałów jury wyłoni zespoły zakwalifikowane do drugiego etapu.

Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 7 grudnia 2026 roku.

Wyniki pierwszego etapu zostaną przekazane kierownikom zespołów drogą mailową najpóźniej 18 grudnia 2026 roku.

Etap II – przesłuchania na żywo

Zakwalifikowane chóry spotkają się w Tychach podczas przesłuchań konkursowych, które odbędą się:

16 stycznia 2027 r. (sobota), od godz. 9:00
Zespół Szkół Muzycznych im. Feliksa Rybickiego
al. Niepodległości 53, Tychy

W drugim etapie chóry przygotowują:

  • jedną kolędę wybraną spośród utworów zaprezentowanych w pierwszym etapie,
  • jedną dodatkową kolędę, której nie było w nagraniu konkursowym,
  • obowiązkowo kolędę „Bóg się rodzi” – zwrotki 1., 3. i 5. w opracowaniu Tomasza Flaszy.

W przypadku chórów, które w pierwszym etapie zaprezentowały utwory sakralne, repertuar drugiego etapu powinny stanowić dwie dowolnie wybrane kolędy oraz „Bóg się rodzi”.
Warto podkreślić, że „Bóg się rodzi” nie jest utworem konkursowym. Wszystkie nagrodzone chóry wykonają ją wspólnie podczas Koncertu Finałowego.

Na najlepszych czekają nagrody

Rywalizacja będzie nie tylko okazją do muzycznego spotkania, ale również szansą na zdobycie atrakcyjnych nagród finansowych:

I nagroda – 10 000 zł
II nagroda – 6 000 zł
III nagroda – 3 000 zł

Jeden z laureatów, wskazany przez komisję konkursową, otrzyma dodatkowo zaproszenie do udziału w specjalnym koncercie podczas kolejnej edycji Tyskich Wieczorów Kolędowych.
Nagrodzone chóry wystąpią również podczas Koncertu Finałowego 16 stycznia 2027 roku o godz. 15.30 w Bazylice Mniejszej pw. św. Marii Magdaleny w Tychach.
To właśnie wtedy laureaci zaprezentują publiczności wybrane przez jurorów i dyrektora artystycznego utwory, a także wspólnie wykonają „Bóg się rodzi”.

Na co zwróci uwagę jury?

Komisja konkursowa będzie oceniać przede wszystkim:

  • ciekawy dobór repertuaru,
  • precyzję wykonania – w tym intonację, frazowanie, rytmikę, dynamikę i artykulację,
  • synchronizację wykonania z pracą dyrygenta,
  • ogólny wyraz artystyczny.

Konkurs to więc nie tylko sprawdzian wokalnych umiejętności. Liczyć się będą również interpretacja, muzykalność, współpraca zespołu i jego artystyczna osobowość.

Jak zgłosić chór?

Aby wziąć udział w konkursie, należy:

1. Wypełnić kartę zgłoszenia.
2. Przygotować nagranie audio-wideo dwóch wybranych utworów.
3. Umieścić nagranie na YouTube.
4. Przesłać kartę zgłoszenia oraz link do nagrania na adres twk@mck.tychy.pl.
5. W tytule wiadomości wpisać: „XXXVI TWK”.

Nieprzekraczalny termin nadsyłania zgłoszeń: 7 grudnia 2026 roku.

Ważne wymagania dotyczące nagrania

Nagranie należy przygotować w możliwie wysokiej jakości – preferowany jest format 1080p. Powinno ono:

  • obejmować wszystkich członków zespołu oraz dyrygenta,
  • przedstawiać całą sylwetkę zespołu,
  • zostać wykonane w strojach koncertowych,
  • zawierać program w kolejności wykonywania w opisie filmu,
  • mieć ustawioną widoczność jako „niepubliczny”,
  • mieć wyłączoną możliwość komentowania i oceniania.

Nagranie może zostać zrealizowane w dowolnym miejscu, pod warunkiem zapewnienia dobrej akustyki. Organizator dopuszcza również przesłanie aktualnego nagrania koncertowego.

Każdy chór może przesłać tylko jeden link do nagrania.

Zapraszamy do Tychów!

Konkurs Chórów XXXVI Tyskich Wieczorów Kolędowych to zaproszenie do muzycznego spotkania wokół jednej z najpiękniejszych części polskiej tradycji – wspólnego śpiewania kolęd. To szansa na konfrontację artystyczną, zdobycie nowych doświadczeń, spotkanie z innymi zespołami i występ przed publicznością podczas wyjątkowego finału.

Jeśli śpiewacie razem, kochacie muzykę chóralną i chcecie rozpocząć 2027 rok od wyjątkowego muzycznego spotkania – zgłoście swój chór do konkursu!

Termin zgłoszeń: 7 grudnia 2026 r.
Przesłuchania finałowe: 16 stycznia 2027 r., godz. 9.00
Koncert Finałowy: 16 stycznia 2027 r., godz. 15.30

Miejsce przesłuchań: Zespół Szkół Muzycznych im. Feliksa Rybickiego, al. Niepodległości 53 w Tychach
Miejsce Koncertu Finałowego: Bazylika Mniejsza pw. św. Marii Magdaleny, ul. ks. Damrota 62 w Tychach
Zgłoszenia: twk@mck.tychy.pl

Regulamin Konkurs Chórów TWK 2027 z kartą zgłoszenia
TWK 2027 Konkurs chórów Karta zgłoszenia
Zarządzenie nr 21_2026

GALERIA


Share

Festiwalowa jesień z „Ramami Kultury”

Daria Gawrońska

Październikowy numer, który oddajemy w Państwa ręce, jest nieco obszerniejszy niż zazwyczaj, gdyż październik to tradycyjnie miesiąc festiwali.

Po tegorocznej Gali Kultury wiem już, że wstępniaki do „Ram Kultury” powinien pisać Grzegorz Krzysztofik, który po odebraniu nagrody z rąk prezydenta Macieja Gramatyki, wyrecytował z pamięci całe nasze kalendarium. Grzegorzu, nasze łamy (czy raczej „Ramy”) są dla Ciebie zawsze otwarte. O Gali Kultury i laureatach tegorocznych Nagród Prezydenta Miasta Tychy w Dziedzinie Kultury można przeczytać więcej wewnątrz numeru.

Październikowy numer, który oddajemy w Państwa ręce, jest nieco obszerniejszy niż zazwyczaj, gdyż październik to tradycyjnie miesiąc festiwali. Mamy więc LOGOS FEST – edycję Szekspir, Auksodrone, z fenomenalnym repertuarem, i oczywiście Śląską Jesień Gitarową, która świętuje w tym roku jubileusz czterdziestolecia. Z tej okazji program główny został wzbogacony o szereg wydarzeń towarzyszących. Tu warto wymienić m.in. wystawę w Muzeum Miejskim, obszernie prezentującą historię festiwalu i sylwetki ludzi z nim związanych. Będzie też wystawa w Oknie na kulturę (w Gemini Park) poświęcona samej tylko poprzedniej edycji, na której zobaczymy świetne fotografie Artura Pławskiego i wspomnianego wyżej Grzegorza Krzysztofika, a towarzyszyć jej będą kameralne koncerty gitarowe.

Repertuar każdego z wymienionych festiwali pęka w szwach od znakomitości. Odsyłam do kalendarium i rezerwacji biletów. Przypomnę delikatnie, że jeśli jesteście posiadaczami AZetki, czyli tyskiej karty mieszkańca, bilety na te wspaniałe wydarzenia kupicie ze zniżką. A jeśli jeszcze jej nie macie – czas to nadrobić. Nowy sezon artystyczny dopiero się rozpoczął.

Sylwia Witman

W najnowszym numerze znajdziemy:
– wywiad z Michałem Czachowskim, który wystąpi podczas Festiwalu Śląskiej Jesieni Gitarowej,
– zapowiedź tegorocznej edycji (już XIII) Tyskiego Festiwalu Słowa LOGOS Fest,
– początki Tyskiego Festiwalu Słowa LOGOS Fest,
– podsumowanie Tyskiej Gali Kultury i przedstawienie sylwetek laureatów tegorocznych Nagród Prezydenta w Dziedzinie Kultury,
– zapowiedź wystawy 40 lat Śląskiej Jesieni Gitarowej, którą będzie można obejrzeć w Muzeum Miejskim w Tychach,
– artykuł na temat festiwalu Auksodrone,
– zapowiedź nowego projektu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach Kamishibaiki śląskie
oraz wiele innych ciekawych artykułów, a także jak zawsze bogate kalendarium wydarzeń!

Wydawca: Miejskie Centrum Kultury w Tychach, ul. Bohaterów Warszawy 26, 43-100 Tychy, tel. 32 438 20 61, e-mail: redakcja@mck.tychy.pl
Re
daktor naczelna: Sylwia Witman, e-mail: ramykultury@kultura.tychy.pl
Zespół:
Daria Gawrońska, Agnieszka Lakner, Małgorzata Król, Anna Mrówczyńska, Justyna Stolfik-Binda, Wojciech Wieczorek
Korekta:
Agnieszka Tabor
Layout
: Aleksandra Krupa i Bartek Witański Blank Studio, Marcin Kasperek KlarStudio
Skład i łamanie:
Magdalena Dziedzic KlarStudio
Druk:
Drukarnia AAPrint, Mikołów Nakład: 3000 egz.
Foto na okładce:
Iwaszko Fotografia

Foto: D. Gawrońska

Miesięcznik znaleźć można we wszystkich instytucjach kultury, młodzieżowych domach kultury, klubach osiedlowych, urzędach, Gemini Park Tychy oraz wybranych restauracjach. Szczegółowa lista punktów dystrybucji znajduje się TUTAJ.
Poniżej prezentujemy również dotychczasowe wydania „Ram Kultury” w wersji online:

Ramy Kultury nr 55
Ramy Kultury nr 54
Ramy Kultury nr 53
Ramy Kultury nr 52
Ramy Kultury nr 51
Ramy Kultury nr 50
Ramy Kultury nr 49
Ramy Kultury nr 48
Ramy Kultury nr 47
Ramy Kultury nr 46
Ramy Kultury nr 45
Ramy Kultury nr 44
Ramy Kultury nr 43
Ramy Kultury nr 42
Ramy Kultury nr 41
Ramy Kultury nr 40
Ramy Kultury nr 39
Ramy Kultury nr 38
Ramy Kultury nr 37
Ramy Kultury nr 36
Ramy Kultury nr 35
Ramy Kultury nr 34
Ramy Kultury nr 33
Ramy Kultury nr 32
Ramy Kultury nr 31
Ramy Kultury nr 30
Ramy Kultury nr 29
Ramy Kultury nr 28
Ramy Kultury nr 27
Ramy Kultury nr 26
Ramy Kultury nr 25
Ramy Kultury nr 24
Ramy Kultury nr 23
Ramy Kultury nr 22
Ramy Kultury nr 21
Ramy Kultury nr 20
Ramy Kultury nr 19
Ramy Kultury nr 18
Ramy Kultury nr 17
Ramy Kultury nr 16
Ramy Kultury nr 15
Ramy Kultury nr 14
Ramy Kultury nr 13
Ramy Kultury nr 12
Ramy Kultury nr 11
Ramy Kultury nr 10
Ramy Kultury nr 9
Ramy Kultury nr 8
Ramy Kultury nr 7
Ramy Kultury nr 6
Ramy Kultury nr 5
Ramy Kultury nr 4
Ramy Kultury nr 3
Ramy Kultury nr 2
Ramy Kultury nr 1

GALERIA


Share

Letnie AUKSO ON/TOUR

Daria Gawrońska

Sezon koncertowy AUKSO w tyskiej Mediatece zazwyczaj dobiega końca wraz z nadejściem wakacji. Nie oznacza to jednak, że orkiestra zwalnia tempo.

Wręcz przeciwnie – lipiec i sierpień to dla muzyków czas intensywnego koncertowania, spotkań z różnymi stylistykami i artystami oraz udziału w festiwalach organizowanych w całej Polsce. W tym roku AUKSO wzbogaciło swój letni kalendarz także o współpracę z zagranicznymi artystami i koncerty poza granicami kraju.

W swoją letnią trasę koncertową orkiestra wyruszyła z Tychów, przemierzała Polskę aż po jej północno-wschodni kraniec, ku Suwalszczyźnie. Tu, między 26 a 30 lipca, już po raz dwudziesty drugi odbyła się Letnia Filharmonia AUKSO. To jeden z najważniejszych punktów wakacyjnego kalendarza orkiestry.

Letnia Filharmonia AUKSO to festiwal, który łączy muzykę klasyczną, tradycję, sztuki wizualne i edukację. Odbywa się w północno-wschodnim regionie Polski i jego miejscowościach (Sejny, Wigry, Płociczno, Huta), w których mieszkańcy mają na co dzień ograniczone możliwości uczestniczenia w ofercie kulturalnej. W programie Letniej Filharmonii znalazły się koncerty kameralne i orkiestrowe z udziałem AUKSO pod dyrekcją Marka Mosia oraz znakomitego wiolonczelisty Marcina Zdunika w roli solisty. Muzyce towarzyszyły spotkania ze sztukami wizualnymi – między innymi wystawa prac Jerzego Jaworowskiego oraz rozmowa z fotografikiem Jakubem Strumiłło. Ważnym elementem programu były również warsztaty wokalne pod kierunkiem pochodzącej z Suwalszczyzny wokalistki Natalii Roguckiej oraz wydarzenia prezentujące lokalną kulturę i historię.

Festiwal zakończył w Suwałkach koncert Kapeli ze Wsi Warszawa i AUKSO, podczas którego muzyka tradycyjna spotkała się ze współczesnymi aranżacjami polskich kompozytorów. Letnia Filharmonia AUKSO to na Podlasiu jedno z ciekawszych wakacyjnych wydarzeń łączące różne dziedziny sztuki, artystów i publiczność i wzbogacające kulturalną ofertę regionu.

Szczególne miejsce w letnim kalendarzu AUKSO zajęły koncerty podczas Festiwalu Break in Classic – jednego z najciekawszych aktualnie nowych wydarzeń na muzycznej mapie Polski. Jego pomysłodawcami są światowej sławy śpiewak Jakub Józef Orliński i pianista Aleksander Dębicz, którzy proponują nowoczesne spojrzenie na muzykę klasyczną, otwierając ją na współczesne formy i wrażliwość artystyczną. Koncerty odbywały się w otoczeniu natury i wyjątkowej architektury zabytkowego kompleksu Muzeum Wnętrz w Otwocku Wielkim, Oddziale Muzeum Narodowego w Warszawie.

W tym roku AUKSO Orkiestra Kameralna Miasta Tychy, znana z odważnych projektów na pograniczu gatunków oraz współpracy z ikonami jazzu, rocka i muzyki alternatywnej, została orkiestrą festiwalową. Na scenie towarzyszyła znakomitym solistom. Wśród nich znalazł się Avi Avital – wirtuoz mandoliny, który pokazuje możliwości tego instrumentu w zupełnie nowym świetle, swobodnie łącząc Bacha i Vivaldiego z jazzem i muzyką folkową. A także ponownie wybitny wiolonczelista Marcin Zdunik, w jego repertuarze renesans spotyka się ze współczesną awangardą, a wykonawstwo z improwizacją i sztuką aranżacji. Ponadto Jakub Józef Orliński – światowej sławy kontratenor, przełamujący stereotypy związane z wykonawstwem muzyki dawnej, łączący kunszt wokalny z breakdance’em i współczesnym wizerunkiem scenicznym oraz Aleksander Dębicz – pianista, kompozytor i improwizator, którego znakiem rozpoznawczym jest cinematic classical, autorski styl łączący klasyczne brzmienie z narracyjnością muzyki filmowej i swobodą improwizacji.

Do fascynującego muzycznego spotkania doszło również na katowickiej scenie OFF Festivalu. Podczas koncertu muzycy AUKSO wystąpili z Arthurem Verocaiem – legendą i jednym z pionierów muzyki brazylijskiej. Urodzony w 1945 roku w Rio de Janeiro kompozytor, aranżer, gitarzysta, pianista i dyrygent od dekad zachwyca barwnym, orkiestrowym brzmieniem, w którym brazylijskie rytmy samby i bossa novy spotykają się z jazzem, soulem, funkiem oraz wpływami muzyki klasycznej. Jego twórczość, odkrywana na nowo przez kolejne pokolenia słuchaczy, stała się również źródłem sampli dla artystów hip-hopowych, w tym MF DOOM-a i Ludacrisa. Sierpniowy koncert w Katowicach, z udziałem AUKSO, otworzył europejską trasę artysty zainicjowaną przez OFF Festival. Kolejne koncerty artyści wykonali wspólnie w skandynawsko-nordyckiej trasie: w Oslo, Goeteborgu oraz w Helsinkach.

Agnieszka Lakner

Przed nami festiwal Auksodrone (2-4 października 2026). Informacje o poszczególnych koncertach Festiwalu można znaleźć w naszym kalendarium.

GALERIA


Share

75 obrazów na 75-lecie miasta

Daria Gawrońska

We wrześniu Miejska Galeria Sztuki OBOK zaprosi na zbiorową wystawę tyskiego środowiska artystycznego. Pokazanych zostanie 75 obrazów, a okazją do zaprezentowania tego zbioru jest oczywiście siedemdziesięciopięciolecie Miasta Tychy świętowane przez cały rok.

„To już druga zbiorowa wystawa tyskiego środowiska w ostatnim czasie – mówi Wojciech Łuka, kurator Miejskiej Galerii Sztuki OBOK. – Pierwszą zorganizowaliśmy w 2024 roku w związku z trzydziestoleciem galerii. Obecna ma oczywiście związek z siedemdziesięciopięcioleciem miasta, a zbiór, który prezentujemy, jest bardzo różnorodny pod względem form, tematów i technik. Mamy bardzo tradycyjne obiekty, jak drzeworyty, linoryty, klasyczne malarstwo, rzeźba, ale są też fotografie, a także cyfrowe transformacje zdjęć”.

Wojciech Łuka zwraca uwagę na sylwetki i życiorysy autorów; to także bardzo różnorodna grupa. „Najstarszy twórca to dziewięćdziesięciopięcioletni Franciszek Wyleżuch, który od bardzo dawna nie wystawiał swoich prac, a tym razem zdecydował się na to. Z drugiej strony mamy dwudziestopiecioletnią autorkę, pokazującą swoje prace po raz pierwszy po ukończeniu Akademii Sztuk Pięknych. Mamy prace dwóch obcokrajowców, którzy od jakiegoś czasu są związani z Tychami: Orlando Nieto Mediny z Kolumbii i Samvela Paremuzyana z Armenii. Kolejna ciekawa osoba to Kamil Łabanowicz, który nie mieszka już w Tychach, ale stąd pochodzi, a obecnie kieruje zespołem projektującym najnowsze modele marki Audi – on pokaże na wystawie swoje rysunki. Są więc artyści, którzy stąd pochodzą, ale już tu nie mieszkają. Są tacy, którzy pochodzą z daleka, ale związali się z Tychami. Są też oczywiście twórcy związani z miastem przez całe swoje życie. Zdecydowaliśmy się przyjąć maksymalnie szerokie rozumienie tyskiego środowiska twórczego i włączyć do niego tych artystów, których losy w jakikolwiek sposób splotły się z Tychami, czy to zawodowo czy życiowo. Inaczej te kryteria byłyby bardzo trudne do sprecyzowania – mówi kurator galerii. – Ważne jest to, że czują się z miastem związani, utożsamiają się z nim i tu wracają”.

Co ważne, każdy z artystów sam zdecydował o tym, jaką pracę chce pokazać. „Mamy więc swoistą wizytówkę każdego z twórców – mówi Wojciech Łuka. – To sprawia, że powstał bardzo interesujący zbiór”.

Analizując biogramy artystów (będą dostępne w katalogu wystawy), możemy też zadać sobie pytanie, kim jest współczesny artysta. „Wśród twórców są osoby na co dzień zajmujące się psychologią, są przedsiębiorcy, właściciele i pracownicy agencji reklamowych i projektowych, nauczyciele (od szkół podstawowych po uczelnie wyższe), pedagodzy, pracownicy instytucji kultury. Mamy też artystów, którzy są już na emeryturze, albo osoby zajmujące się aktualnie domem i wychowywaniem dzieci. Są oczywiście i tacy, którzy starają się żyć tylko z twórczości artystycznej, ale jest ich niewielu. Tak więc jest to bardzo ciekawy temat do analizy: kim jest dzisiaj twórca? Ta wystawa jest po części także o tym” – dodaje Wojciech Łuka.

Wystawa stwarza wiele okazji do interpretacji tematu roli sztuki w życiu miasta i jego mieszkańców. Warto zwrócić uwagę, że niektórzy z twórców są starsi niż ten jubileusz i wkraczali w swoje życie zawodowe właśnie w okresie intensywnej rozbudowy „nowych” Tychów. „Wówczas rynkiem pracy dla twórców były państwowe przedsiębiorstwa, takie jak ZEG, Społem czy kopalnie. Ówczesne władze rozbudowującego się miasta stwarzały artystom dość cieplarniane warunki – tak z dzisiejszej perspektywy można to oceniać. Dzisiaj tych instytucji już nie ma, pojawiły się nowe, wynikające z zupełnie innej struktury rynku. Są to głównie przedsiębiorstwa prywatne, a jeśli publiczne, to głównie w obszarze edukacji. Mamy bardzo duży rynek reklamy czy identyfikacji wizualnej, to oczywiście także skutkuje bardzo ciekawymi realizacjami. Ale jeśli mówimy o sztuce obecnej w przestrzeni miasta, to nadal mamy na myśli przede wszystkim te dzieła, które powstały kilkadziesiąt lat temu. Te dzieła – mozaiki, rzeźby – stały się rozpoznawalnymi punktami topografii. Takie „szpilki” wciąż można wkładać w mapę miasta. Może warto o tym pomyśleć? Chciałbym, żeby ta wystawa była pretekstem także do takiej refleksji” – dodaje Wojciech Łuka.

75 obrazów. Wystawa zbiorowa tyskich twórców – wystawę można oglądać do 6.11.2026 w Miejskiej Galerii Sztuki OBOK.

Sylwia Witman

Foto: Bartosz Hadryś

GALERIA


Share

Ten pierwszy…

Daria Gawrońska

Już tylko tygodnie dzielą nas od podwójnego jubileuszu Śląskiej Jesieni Gitarowej. W październiku odbędzie się 20. edycja festiwalu, miną także cztery dekady od tego pierwszego, który odbył się w 1986 roku.

Czterdzieści lat temu, dokładnie 2 października 1986 roku, ziściło się marzenie mieszkającego w Tychach, przy ówczesnej ul. Engelsa, kompozytora, gitarzysty, ale przede wszystkim pedagoga katowickiej Akademii Muzycznej, Jana Edmunda Jurkowskiego. Jeżdżąc po Europie i biorąc udział w wielu festiwalach, doszedł do wniosku, że nie ma przecież reguły nakazującej organizowania tego typu przedsięwzięć wyłącznie w metropoliach czy największych miastach. Skoro udało się w kilkudziesięciotysięcznym greckim Volos, czy liczącym jeszcze mniej mieszkańców Esztergom na Węgrzech, to dlaczego ma się nie udać w Tychach?!

Jurkowski zaraził ideą tyski Urząd Miasta, a konkretnie szefa Wydziału Kultury i Sztuki Jana Kulbickiego, rodzimą uczelnię i szefostwo kultury w województwie, co doprowadziło do tego, że wspomnianego 2 października (nietypowo, bo w czwartek) można było ze sceny Teatru Małego wygłosić formułkę: „Międzynarodowy Festiwal Gitarowy Śląska Jesień Gitarowa uważam za otwarty”.

Pamiętajmy, że rzecz dzieje się w schyłkowym okresie PRL, a więc w czasie, gdy wszystko – także środki na organizację takiej imprezy – trudno było zdobyć, a na zaproszenie artystów zza tzw. żelaznej kurtyny, czyli krajów zachodnich, mogli sobie pozwolić tylko nieliczni. Tychy miały jednak Jurkowskiego i jego „znajomości” w środowiskach gitarowych na całym świecie. Jako że był osobą lubianą i nadzwyczaj kontaktową, nie miał większego problemu z przekonaniem gwiazd europejskiej i światowej gitary, by wystąpiły na jego festiwalu i to częstokroć za honoraria kilkakrotnie niższe od tych, które płacić musieli inni. Robili to po prostu „dla Edmunda” i trochę z ciekawości, jak też uda się zorganizować międzynarodową imprezę w stosunkowo niewielkich Tychach.

Udało się i na scenie Teatru Małego zagrali podczas pierwszej edycji, prócz także znakomitych gitarzystów polskich i tych z zaprzyjaźnionej NRD, Czechosłowacji, Kuby czy Węgier, także wirtuozi z Austrii, Meksyku, Grecji, a nawet Stanów Zjednoczonych. Podobno Gregory Newton był pierwszym w historii amerykańskim gitarzystą klasycznym, który wystąpił w Polsce. W drugiej edycji do listy państw, z których artyści pojawili się w Tychach, dołączyły: Argentyna, Brazylia, Szwajcaria i RFN. A potem już poszło…

Pisząc o tym pierwszym święcie gitary w Tychach, warto wspomnieć o tym, że rówieśnikiem ŚJG jest Hotel Tychy, który został oddany do użytku niemal na sam festiwal, a przesłuchania konkursu dla młodych gitarzystów odbywały się w Domu Kultury Górnik na Osiedlu A (w obecnej szkole muzycznej rezydował wtedy jeszcze Komitet Miejski PZPR), a uczestnicy imprezy – także te największe światowe gwiazdy – na posiłki jeździli do… zakładowej stołówki FSM na Osiedlu H.

Dla miasta i dla Tyszan ta pierwsza Śląska Jesień Gitarowa była wydarzeniem wielkiego kalibru, widownia Teatru Małego notowała nadkomplety, a koncerty kończyły się wielokrotnym bisowaniem. Z takimi wrażeniami goście festiwalu wracali do domu i często później pojawiali się na festiwalu. I tak przez czterdzieści lat…

Wojciech Wieczorek

Foto: III Festiwal Śląska Jesień Gitarowa (13.10.1990), autor: Ireneusz Kaźmierczak

Link do programu Festiwalu XX Śląskiej Jesieni Gitarowej: guitar.tychy.pl
Link do biletów: ticketmaster.pl

GALERIA


Share

Czarno-białe, z odcieniami szarości

Daria Gawrońska

Z Jadwigą Basińską, Dariuszem Basińskimi oraz Jackiem Borusińskim z Mumio rozmawia Marcin Stachoń.

W rzeczywistości pełnej intensywnych kolorów Mumio wybiera czerń, biel, ale także nie unika odcieni szarości. 19 września w Teatrze Małym w Tychach odbędzie się premiera MUMIO czarno-białe. 

Dzień wcześniej spektakl zostanie zaprezentowany podczas Gali Kultury, w trakcie której wręczone zostaną Nagrody Prezydenta Miasta Tychy w dziedzinie kultury. Później MUMIO czarno-białe wyruszy do Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Szczecina i Poznania. Jadwiga Basińska, Dariusz Basiński i Jacek Borusiński opowiadają o spotkaniu ze światem telewizji lat 60. i 70., wrażliwości, której nie chcą pozwolić umrzeć, oraz publiczności, która za każdym razem współtworzy ich teatr.

Kilkanaście lat temu po raz pierwszy zobaczyłem Was w Teatrze Korez. Przez pierwszych dziesięć minut szukałem klucza do Waszej formy. Dopiero kiedy zrozumiałem jej język, wpadłem w fotel – i od tej chwili śmiech mieszał się już tylko z zachwytem. Czy publiczność nadal musi uczyć się Waszego sposobu opowiadania?

Jacek Borusiński: Dzisiaj na widowni zawsze jest spora grupa osób, które już nas znają i wiedzą, na co przyszły. Na początku bywało inaczej – publiczność potrzebowała trochę czasu, żeby oswoić się z naszym językiem i wejść w ten świat. Nadal jednak zdarza się, że ktoś zarykuje się ze śmiechu, a siedząca obok osoba patrzy i nie rozumie dlaczego. Kiedyś na widowni siedziały trzy siostry: dwie płakały ze śmiechu, trzecia nie potrafiła tego zrozumieć. To samo wychowanie, wspólne korzenie i rodzinne opowieści, a jednak wrażliwość każdej z nich pobiegła zupełnie inną drogą.

Dariusz Basiński: I chyba właśnie to jest ciekawe. Poczucie humoru nie musi się układać według podziałów, które znamy z życia społecznego czy polityki. Pamiętam rozmowę na naszym Facebooku: w komentarzach żartowali ze sobą wojująca feministka i katolicki ksiądz. Jeśli Mumio ma jakąś misję, to może właśnie taką – łączyć ludzi, którzy w innych okolicznościach nie do końca umieliby znaleźć wspólny mianownik.

MUMIO czarno-białe powstaje w Teatrze Małym i tutaj będzie miało premierę. Czy Tychy pozostawiły w nim jakiś ślad?

Dariusz: Od lat mieszkamy z Jadzią w Tychach, dlatego cieszę się, że właśnie w Teatrze Małym znaleźliśmy miejsce, w którym czujemy się naprawdę u siebie.

Jadwiga Basińska: Tychy odbijają się w tym spektaklu wewnętrznie. Od trzeciego roku życia mieszkam w tym mieście. Kiedy myślę o latach 70., widzę siebie siedzącą w dużym pokoju na Osiedlu K i patrzącą w ekran, na którym pojawia się Kabaret Starszych Panów. To są moje wspomnienia, wyobrażenia i wszystko, co przez lata zdążyłam przez siebie przefiltrować. Jest w tym również moje marzenie o teatrze i występowaniu. Myślałam nawet, żeby w jednej z piosenek pojawiła się tyska fontanna z niedźwiadkami. Uwielbiałam je, bawiłam się z nimi, właściwie się z nimi przyjaźniłam.

W spektaklu powracacie do dzieciństwa, czarno-białej telewizji i „smaków przeszłości”. Co właściwie chcecie przywołać z tamtego świata?

Jacek: Oglądałem Wojnę domową i myślałem: jak bardzo chciałbym zagrać z Kazimierzem Rudzkim albo Ireną Kwiatkowską. Dzieli nas czas, nie mogliśmy spotkać się na jednej scenie, ale w tym spektaklu próbujemy wejść w tamtą „wodę”, symbolicznie minąć się z nimi gdzieś po drodze. To jest nasz hołd. Jeżeli jakaś postać skojarzy się widzowi z Rejsem, nie będzie to parodia ani pastisz, lecz podskórne czucie ludzi z tamtej rzeczywistości.

Dariusz: Nie interesują nas łatwe karykatury współczesnych typów. Bardziej pociągają nas ludzie trochę życiowo nieporadni, naznaczeni słabością – ofiary losu, nieszczęśnicy, dziwacy. W świecie Kabaretu Starszych Panów właściwie nie było ludzi sukcesu w dzisiejszym rozumieniu. Nawet amant pozostawał w jakiś sposób śmieszny, niedoskonały. Właśnie to jest dla nas ciekawe. Nie po to, żeby tych bohaterów wyśmiewać, ale żeby z nimi współ-czuć – czuć wspólnie.

Jadwiga: Magda Umer opowiadała nam, że Jeremi Przybora mówił o nas, iż jesteśmy jakby wyjęci z jego świata. Barbara Krafftówna, Irena Kwiatkowska czy Alina Janowska bardzo mocno ukształtowały moją wrażliwość. Czuję, że artystycznie wyrastam z tej samej tradycji.

Po tylu latach wspólnej pracy i ogromnym doświadczeniu scenicznym można już wejść na scenę na autopilocie?

Jacek: Absolutnie nie. Nie próbujemy przeskakiwać samych siebie – za każdym razem szukamy tego, co nas cieszy i interesuje, i na nowo próbujemy dokopać się do odpowiedniego stanu ducha. Oczywiście każda kolejna rzecz bywa porównywana z wcześniejszymi. Pojawia się więc niepewność, czy w nowym spektaklu znajdzie się coś, co okaże się dla widzów równie ważne i spotka się z ich uznaniem. Nie ma na to żadnej gwarancji. To nie fabryka, w której ustawia się grubość na dwa centymetry, uruchamia prasę i jedzie. Za każdym razem zaczynamy właściwie od nowa.

Jadwiga: Nie chcę wracać do dawnych postaci. Jestem starsza, inna i szukam nowych obszarów. Lata 60. i 70. otwierają przede mną przestrzeń, w której wcześniej się nie poruszałam. Pomaga mi również doświadczenie pracy z Magdą Umer. Kiedy po raz pierwszy zaprosiła nas do stworzenia Przybory na 102, odmówiliśmy, bo byliśmy młodzi i pełni lęku. Dziesięć lat później poczuliśmy, że jesteśmy gotowi. Zrozumieliśmy, że nie musimy niczego przeskakiwać ani udowadniać, że jesteśmy lepsi – mamy przepuścić materiał przez własną wrażliwość. Nie muszę zaskakiwać za wszelką cenę. Ważne, żeby to było prawdziwe.

Jacek: Aktor może mieć za sobą wiele spektakli czy filmów, ale przy każdym kolejnym znów staje przed czystą kartką. Nigdy nie wie, czy tym razem się uda. Za każdym razem zaczyna właściwie od nowa.

Jak właściwie rodzi się u Was nowy materiał – od czego zaczynacie i jak łączycie swoje pomysły?

Dariusz: Mam skłonność do odkładania rzeczy na później i bardzo lubię improwizację. Ma ona również wygodną stronę: pozwala dłużej nie zamykać tekstu i odsunąć moment, w którym trzeba się go nauczyć. Jacek i Jadzia częściej przychodzą z gotowym numerem. Ja mniej ufam własnej ocenie materiału, dlatego jestem chyba najbardziej otwarty na uwagi. Improwizacja jest jednak skokiem w przepaść. Nie ma reakcji, człowiek tonie, próbuje się ratować i nie wie, jak scenę zakończyć. To daje wielką energię, ale potrafi też niepotrzebnie przedłużyć spektakl. Przy MUMIO czarno-białym chciałbym więcej rzeczy ułożyć. Jeżeli jednak na scenie uderzy we mnie piorun pomysłu, nie zmarnuję go.

Jacek: Czasem zazdroszczę Darkowi, bo dzięki jego metodzie tysięczne przedstawienie może wyglądać jak premiera. Nie chciałbym pracować tak jak on, bo to nie moja natura, ale widzę, że jego metoda pozostaje niezwykle żywa.

Jadwiga: Nasze postacie z różnych, granych od lat spektakli też żyją. Kiedy jedna zaczyna tracić świeżość, inna nagle ma wzlot. Po samej premierze potrzebujemy kilku albo kilkunastu spotkań z widownią, żeby spektakl stał się całym właściwym „ciastem”, żeby wszystkie składniki zdążyły się przegryźć. Publiczność jest w tym procesie swego rodzaju akuszerem.

Mówicie o świecie sprzed lat po to, żeby komentować teraźniejszość?

Dariusz: Nie interesuje nas bieżący komentarz, protest czy publicystyka. To nie znaczy, że uciekamy od rzeczywistości. Można opowiedzieć historię Nikifora, która nie mówi wprost o „tu i teraz”, a będzie głębsza od aktualnego manifestu. Jesteśmy zaskoczeni ilością i często słabą jakością rozrywki. Nie niesiemy misji na sztandarach, ale marzymy, żeby wyłuskiwać ludzi o podobnej wrażliwości – także z nowego pokolenia. Rodzice przychodzą z dziećmi i mówią: „Zobaczcie, coś takiego istnieje”. Chcielibyśmy, żeby ta wrażliwość nie umarła.

„Czarno-białe” brzmi jak mocna opozycja. W słynnym „tak – tak, nie – nie” pobrzmiewa wezwanie do prostoty i jasności. Czy w tytule mieści się podobna tęsknota za prawdą w świecie pełnym relatywizmu?

Jacek: Nie wyszliśmy od takiej interpretacji. Punktem wyjścia był po prostu świat bez kolorów – czarno-biała telewizja. Jednak tytuł, podobnie jak spektakl, w pewnym momencie oddaje się widzom i wtedy zaczynają powstawać nowe znaczenia. W świecie czarno-białym mieści się przecież cała paleta szarości, bo nikt z nas nie jest wyłącznie czarny albo biały. Każdy ma w sobie miejsca ciemniejsze i jaśniejsze – tak naprawdę wszyscy składamy się z różnych odcieni szarości.

Swoje spektakle tworzycie i reżyserujecie sami. Czy kiedykolwiek myśleliście o zaproszeniu reżysera spoza zespołu – kogoś, kto spojrzałby na Mumio z innej perspektywy?

Dariusz: Podczas pracy nad reklamami poznaliśmy Iwo Zaniewskiego i od razu znaleźliśmy wspólny język. Pracowało nam się znakomicie, bo mieliśmy podobną wrażliwość, wyczucie komizmu. Nie traktowaliśmy reklamy jako artystycznego kompromisu – zachowaliśmy w niej własny język. Sztuka nie zależy przecież od szufladki: opera może być artystycznie nieudana, a reklama – dziełem. Iwo bardzo wysoko ocenił nasz spektakl, ale chyba wszyscy czuliśmy, że wejście z zewnątrz w świat Mumio byłoby niezwykle trudne. Przy innych projektach chętnie poddajemy się reżyserii, natomiast ten świat musimy za każdym razem otworzyć sami.

Jak zatem zaprosilibyście czytelników „Ram Kultury” na spektakl MUMIO czarno-białe?

Jacek: Jeżeli bliski jest wam świat lat 60. i 70., klimat Kabaretu Starszych Panów i Wojny domowej, a może po prostu chcecie poznać naszą wrażliwość – przyjdźcie.

Dariusz: W rzeczywistości pełnej intensywnych kolorów czarno-szaro-biały świat może być prawdziwą odskocznią i oddechem.

Jadwiga: A jeśli ktoś pamięta mnie jako małą dziewczynkę chodzącą po Tychach, może przyjść i zobaczyć, co z tej dziewczynki wyrosło – i jak sobie dzisiaj radzi na scenie (śmiech).

Bardzo dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na premierze.

Więcej informacji o wydarzeniu: „MUMIO. Czarno-białe”

Fot. Agnieszka Seidel-Kozuch

GALERIA


Share

Kąkol zwycięzcą konkursu Rock pod Żyrafą Festival Tychy 2026!

Daria Gawrońska

Tegoroczny przegląd konkursowy Rock pod Żyrafą zakończył się zwycięstwem zespołu Kąkol. Tyski skład nie tylko pokonał liczną konkurencję, ale zapisał się w historii festiwalu jako pierwszy zespół z Tychów, który wygrał konkurs.

O tegoroczną nagrodę rywalizowały trzy zespoły wyłonione spośród aż 65 zgłoszeń z całej Polski. W finałowym przeglądzie, który odbył się 5 września w Parku Miejskim Solidarności podczas festiwalu Rock pod Żyrafą, na scenie zaprezentowały się zespoły Kąkol, SICK SAINTS i PÖKITZØ. Każdy z finalistów otrzymał honorarium w wysokości 2500 zł brutto, a o zwycięstwie zdecydowało jury powołane przez Miejskie Centrum Kultury w Tychach.

Najlepszy okazał się Kąkol, którego występ przekonał jurorów i festiwalową publiczność. Zwycięstwo oznacza dla zespołu nie tylko Nagrodę Prezydenta Miasta Tychy w wysokości 7000 zł brutto, ale także wyjątkową przepustkę na przyszłoroczną edycję Rocka pod Żyrafą. Kąkol wystąpi na scenie przed głównymi gwiazdami kolejnej edycji festiwalu, za co otrzyma dodatkowe wynagrodzenie w wysokości 7000 zł brutto.

Tegoroczny konkurs pokazał, że na polskiej scenie rockowej nie brakuje młodych zespołów z własnym pomysłem na muzykę. Spośród 65 nadesłanych zgłoszeń jury wyróżniło również 17 zespołów za pomysłowość aranżacji, poszukiwanie oryginalnej stylistyki i efektywność przekazu. Poziom konkursu był na tyle wysoki, że pozaregulaminowo zaproszono także zespoły ATAWIZM i The Süns do zagrania płatnych koncertów w ramach cyklu Muzyczne Wieczory nad Jeziorem 2027.

Kąkol ma już zatem zagwarantowane miejsce w line-upie przyszłorocznego Rocka pod Żyrafą. A tegoroczna edycja przechodzi do historii nie tylko jako muzyczne święto rocka, lecz także jako moment, w którym tyski zespół po raz pierwszy sięgnął po zwycięstwo w konkursie.

Gratulujemy Kąkolowi i wszystkim finalistom!

GALERIA


Share

„Ramy Kultury” polecają się we wrześniu

Daria Gawrońska

Może trochę za szybko minęły wakacje, może trochę przedwcześnie żółkną liście na spragnionych wody drzewach, ale nic na to nie poradzimy. Mamy wrzesień. Czas do szkoły, ale nie tylko. Czas też wrócić do teatrów, galerii i sal koncertowych.

Ruszamy z nowym sezonem artystycznym.

Teatr Mały zainauguruje ten nowy sezon w ramach 16. Nocy Teatrów GZM. Dla publiczności przygotował prawdziwy rarytas, spektakl Niespodziewany powrót, w którym wystąpią Daniel Olbrychski i Kamil Kula. Bezpośrednio po przedstawieniu odbędzie się spotkanie z Danielem Olbrychskim. Motywem przewodnim, wokół którego będzie budowany repertuar nowego sezonu , jest męskość, jej rozumienie, przeżywanie, współczesne wyzwania i konteksty. Po poprzednim sezonie, w którym w centrum uwagi była kobiecość, czas na podjęcie i tego tematu.

Nie mniej efektownie wchodzi w sezon Orkiestra AUKSO. Cykl AUKSO MODERN otworzy koncert AUKSO x Smolik/ Kev Fox, podczas którego usłyszymy największe przeboje Depeche Mode. Tego po prostu nie wypada przegapić, jeśli urodziliście się w latach 70., a jeśli w innej dekadzie – też polecam. Znakomicie zapowiadają się wrześniowe spotkania w ramach Tur Kultury. Mediatekę odwiedzą Michał Rusinek, Bartłomiej Topa i Ewa Ziętek. Warto też sobie powakacyjnie przypomnieć o wystawie Opowiedz mi miasto i zdążyć na ostatnie (to już 5 września) oprowadzanie po ekspozycji przygotowanej z okazji siedemdziesięcipięciolecia przyznania Tychom pełnych praw miejskich. W pierwszy tydzień września przestrzeń miasta ubarwi nam także Tyski Festiwal Teatrów Niezależnych Andromedon. Tak więc nie płaczmy za odchodzącym latem, szykujmy się na jesień ze wszystkimi jej barwami.

Sylwia Witman

W najnowszym numerze znajdziemy:
– zapowiedź nowego spektaklu Teatru MUMIO oraz wywiad z członkami grupy,
– zapowiedź Nocy Teatrów GZM w Teatrze Małym w Tychach,
– początki Międzynarodowego Festiwalu Śląska Jesień Gitarowa z okazji 40-lecia festiwalu okiem Wojciecha Wieczorka,
– artykuł na temat wernisażu 75 obrazów. Wystawa zbiorowa tyskich twórców w Miejskiej Galerii Sztuki OBOK,
– zapowiedź kolejnej odsłony Festiwalu Andromedon,
– artykuł na temat letnich koncertów wyjazdowych Aukso – Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy,
oraz wiele innych ciekawych artykułów, a także jak zawsze bogate kalendarium wydarzeń!

Wydawca: Miejskie Centrum Kultury w Tychach, ul. Bohaterów Warszawy 26, 43-100 Tychy, tel. 32 438 20 61, e-mail: redakcja@mck.tychy.pl
Re
daktor naczelna: Sylwia Witman, e-mail: ramykultury@kultura.tychy.pl
Zespół:
Daria Gawrońska, Agnieszka Lakner, Małgorzata Król, Anna Mrówczyńska, Justyna Stolfik-Binda, Wojciech Wieczorek
Korekta:
Agnieszka Tabor
Layout
: Aleksandra Krupa i Bartek Witański Blank Studio, Marcin Kasperek KlarStudio
Skład i łamanie:
Magdalena Dziedzic KlarStudio
Druk:
Drukarnia AAPrint, Mikołów Nakład: 3000 egz.
Foto na okładce:
Agnieszka Seidel-Kożuch

Foto: D. Gawrońska

Miesięcznik znaleźć można we wszystkich instytucjach kultury, młodzieżowych domach kultury, klubach osiedlowych, urzędach, Gemini Park Tychy oraz wybranych restauracjach. Szczegółowa lista punktów dystrybucji znajduje się TUTAJ.
Poniżej prezentujemy również dotychczasowe wydania „Ram Kultury” w wersji online:

Ramy Kultury nr 55
Ramy Kultury nr 54
Ramy Kultury nr 53
Ramy Kultury nr 52
Ramy Kultury nr 51
Ramy Kultury nr 50
Ramy Kultury nr 49
Ramy Kultury nr 48
Ramy Kultury nr 47
Ramy Kultury nr 46
Ramy Kultury nr 45
Ramy Kultury nr 44
Ramy Kultury nr 43
Ramy Kultury nr 42
Ramy Kultury nr 41
Ramy Kultury nr 40
Ramy Kultury nr 39
Ramy Kultury nr 38
Ramy Kultury nr 37
Ramy Kultury nr 36
Ramy Kultury nr 35
Ramy Kultury nr 34
Ramy Kultury nr 33
Ramy Kultury nr 32
Ramy Kultury nr 31
Ramy Kultury nr 30
Ramy Kultury nr 29
Ramy Kultury nr 28
Ramy Kultury nr 27
Ramy Kultury nr 26
Ramy Kultury nr 25
Ramy Kultury nr 24
Ramy Kultury nr 23
Ramy Kultury nr 22
Ramy Kultury nr 21
Ramy Kultury nr 20
Ramy Kultury nr 19
Ramy Kultury nr 18
Ramy Kultury nr 17
Ramy Kultury nr 16
Ramy Kultury nr 15
Ramy Kultury nr 14
Ramy Kultury nr 13
Ramy Kultury nr 12
Ramy Kultury nr 11
Ramy Kultury nr 10
Ramy Kultury nr 9
Ramy Kultury nr 8
Ramy Kultury nr 7
Ramy Kultury nr 6
Ramy Kultury nr 5
Ramy Kultury nr 4
Ramy Kultury nr 3
Ramy Kultury nr 2
Ramy Kultury nr 1

GALERIA


Share

Zagłosuj na projekty Budżetu Obywatelskiego!

Daria Gawrońska

Od 15 do 30 września 2026 r. mieszkańcy Tychów będą mogli zdecydować, które projekty zgłoszone do Budżetu Obywatelskiego zostaną zrealizowane w 2027 roku. To właśnie mieszkańcy mają wpływ na to, jak zmieniać się będzie nasze miasto.

Każdy mieszkaniec Tychów, bez względu na wiek i miejsce zamieszkania, może wybrać 4 projekty:

  • 2 projekty ogólnomiejskie, dotyczące całego miasta,
  • 2 projekty rejonowe, dotyczące określonego obszaru Tychów.

Głosować można tylko raz, dlatego przed oddaniem głosu warto zapoznać się z propozycjami i wybrać te projekty, które są dla nas najważniejsze.

Głosowanie odbywa się za pośrednictwem elektronicznej platformy. Wszystkie informacje dotyczące projektów i zasad głosowania dostępne są na stronie razemtychy.pl.

Osoby, które chcą zagłosować na karcie papierowej, mogą zrobić to osobiście w Głównym Punkcie Konsultacyjnym Budżetu Obywatelskiego w Centrum Balbina, przy ul. Barona 30/209, na I piętrze.

Twój głos ma znaczenie – wybierz projekty, które chcesz zobaczyć w Tychach!

GALERIA


Share