Na starcie wyścigu o Oscara

Na początku czerwca w cyklu Kino FreeLove 2026 w Miejskim Centrum Kultury będzie można zobaczyć krótkometrażowy film młodej i bardzo uzdolnionej reżyserki pochodzącej z Tychów – Wiktorii Kwoki.

Wcześniej film zostanie pokazany na festiwalu w Cleveland, kwalifikującym do nagrody Oscara. O tym, co udział w takim wydarzeniu oznacza dla młodych twórców, Wiktoria opowiada w poniższej rozmowie.

Jesteśmy krótko po oscarowych emocjach, od tego więc zacznijmy. Film Rzeczy znalezione znalazł się w oficjalnej selekcji 50th Cleveland International Film Festival wydarzenia kwalifikującego do nagrody Oscara. To jeden z zaledwie dwóch polskich filmów krótkometrażowych wybranych spośród ponad czterech tysięcy zgłoszeń. Brzmi to bardzo ekscytująco, ale proszę przybliżyć czytelnikom, jak wygląda proces takich selekcji. Czy rzeczywiście jest z nich blisko do nominacji?

W przypadku filmów krótkometrażowych jedna z możliwych ścieżek wygląda następująco: film musi zostać zakwalifikowany na jeden z festiwali uprawniających do udziału w wyścigu oscarowym, a następnie wygrać w kategorii, która daje taką kwalifikację. Dzięki temu trafia na tzw. longlistę, obejmującą wszystkie filmy nagrodzone w ciągu roku na tego typu festiwalach. Z niej wybierana jest shortlista, czyli piętnaście tytułów, a następnie pięć nominowanych do nagrody. Jest to droga długa i dość skomplikowana.

Mogę jednak powiedzieć, że naszym celem nigdy nie była kwalifikacja do Oscara. Mimo to obecność na dwóch takich festiwalach jest dla nas ogromnym wyróżnieniem – zwłaszcza że festiwal w Cleveland to duże wydarzenie, które co roku przyciąga dziesiątki tysięcy widzów. Razem z operatorem filmu, Jurim Walcherem, pojawimy się tam osobiście i w połowie kwietnia dowiemy się, czy nasz film zdobył nagrodę w tej kategorii. Nie robimy sobie jednak wielkich nadziei, sama możliwość pokazania filmu w takich warunkach jest dla mnie ogromnym szczęściem.

O czym opowiada film Rzeczy znalezione?

Na poziomie fabularnym opowiadamy historię nastoletniej włamywaczki, która dostaje się do domu starszego mężczyzny, nie spodziewając się, że zastanie go na miejscu. Ku jej zaskoczeniu trafia na niego w chwili, gdy próbuje odebrać sobie życie.

Na poziomie tematycznym chcieliśmy jednak opowiedzieć o tym, że nadzieję można odnaleźć w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach. Zależało nam, aby film pozostawiał widza z poczuciem światła i pozytywnymi emocjami.

Innym filmem, z którym odnosi Pani sukcesy, jest Poczekajmy jeszcze chwilę – powstał m.in. dzięki Tyskiemu Bankowi Kultury. Czy Rzeczy znalezione mają również jakieś tyskie konotacje?

W tym przypadku jedynym powiązaniem jest moje pochodzenie. Co prawda jestem reżyserką i współscenarzystką filmu, ale sama inicjatywa jego powstania wyszła od Kornelii Kamieniarz, którą poznałam jeszcze podczas studiów licencjackich w Łodzi. Kornelia kończyła studia magisterskie w Londynie i w ramach dyplomu realizowała film, za którego produkcję była odpowiedzialna. Przy Rzeczach znalezionych połączyła siły z Przemkiem Pilarczykiem i wspólnie skompletowali ekipę, składającą się głównie z naszych znajomych z Łódzkiej Szkoły Filmowej, choć nie tylko. Dzięki ich zaangażowaniu do projektu dołączyło również wiele osób spoza Łodzi, za co jestem im ogromnie wdzięczna. Byłam pod dużym wrażeniem ich pracy – plan zdjęciowy został zorganizowany przez nich w pełni samodzielnie, bez wsparcia szkoły filmowej, dzięki czemu nasz film ma całkowicie niezależny charakter.

Pani filmy były już zauważane na wielu prestiżowych festiwalach. Czy któreś z tych wyróżnień było dla Pani szczególnie ważne?

Jeśli mam być szczera, traktuję to wszystko jako początek mojej drogi reżyserskiej. Zdobyliśmy kilka nagród, co jest dla mnie sygnałem, że nasze filmy są doceniane, ale nie traktuję tego jako wyznacznika. Przy filmie Poczekajmy jeszcze chwilę nagrodę za scenografię zdobyła Natalia Rejszel, z którą przyjaźnię się od kilku lat i z którą miałam okazję wielokrotnie współpracować. Paradoksalnie to właśnie ta nagroda sprawiła mi największą radość – była to jej pierwsza indywidualna nagroda, a wiem, jak ogrom pracy wkłada w każdy projekt.

Dotychczas realizowała Pani filmy krótkometrażowe, ale w naszej ostatniej rozmowie wspominała Pani o projekcie pełnometrażowym. Jak rozwija się ten projekt?

Droga do debiutu pełnometrażowego jest zazwyczaj bardzo trudna i czasochłonna. Na szczęście wszystko rozwija się w dobrym kierunku – cały czas pracuję nad scenariuszem i mam nadzieję, że pod koniec roku będę mogła powiedzieć coś więcej na ten temat.

Dotychczasowe sukcesy pokazują, że Pani filmy silnie rezonują z widzami i w angażujący sposób opowiadają o emocjach. Czy ma Pani jako twórczyni jakieś autorskie metody, by to osiągnąć?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jako reżyserka nie jestem w pełni obiektywna wobec własnej pracy. Na tym etapie nie mówiłabym jeszcze o konkretnych „technikach” – wydaje mi się, że na to jeszcze za wcześnie. Staram się przede wszystkim słuchać swojej intuicji i wrażliwości, pisać o rzeczach, które mnie fascynują lub niepokoją – takich, które wywołują we mnie silne emocje. Efekt końcowy jest wypadkową mojego doświadczenia i pracy całej ekipy, choć wiele decyzji podejmuję instynktownie (z większym lub mniejszym sukcesem). Po zakończeniu każdego projektu widzę zarówno błędy, jak i elementy, które się sprawdziły. Mam świadomość, że przede mną ogrom nauki i mam nadzieję, że moje kolejne filmy będą naturalnym efektem tego procesu.

rozmawiała Sylwia Witman 

Foto: Lech Leny Lewandowski

GALERIA


Share