Monodramy wbijały w krzesła

To był początek bodajże 2008 roku, gdy w gabinecie ówczesnego dyrektora Miejskiego Centrum Kultury w Tychach pojawił się Jan Andrzej Fręś, prowadzący w wilkowyjskiej świetlicy teatr młodzieżowy.

Przyszedł z pomysłem zorganizowania w naszym mieście przeglądu teatrów jednego aktora. Miał już nawet wymyśloną nazwę: MoTyF, czyli Monodram Tychy Festival!

Dyrektor MCK (zostawmy, kto nim wówczas był), stwierdził krótko: „robimy!” i zaczął szukać w budżecie pieniędzy na nową imprezę; Fręś tymczasem szukał w okolicy monodramistów, którzy chcieliby w Tychach wystąpić. Zebrało się ich całkiem pokaźne grono i można było zaczynać…

Te pierwsze MoTyFy – co wspominają osoby związane z ich organizacją – miały poziom dość zróżnicowany. Zdarzały się w konkursie spektakle wybitne, które wbijały w fotel, a ściślej – w krzesło, bo prezentacje odbywały się w sali kameralnej MCK, gdzie były tylko średnio wygodne drewniane krzesła. Ale były też propozycje słabe, nawet takie na poziomie szkolnych akademii, które okrutnie męczyły i widzów, i jurorów. Najlepsi otrzymywali nagrody pieniężne i pamiątkowe lalki teatralne, tworzone przez jedną z tyskich artystek.

Nagrodą dla wszystkich i wielką nauką dla uczestników festiwalu były spektakle mistrzowskie – na początku pojedyncze, prezentowane już w Teatrze Małym; w późniejszym czasie coraz liczniejsze. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił Jerzy Stuhr, który na jednym z pierwszych MoTyFów pokazał Kontrabasistę, pamiętam Wojciecha Pszoniaka, który zachwycał w spektaklu Belfer

Bo takie było założenie festiwalu, będącego spotkaniem debiutantów i mistrzów: pokazywanie tego, co się umie, podpatrywanie innych i nauka od najlepszych w tej niezwykle wymagającej formie teatralnej.

Po dwóch czy trzech edycjach Tyskiego Festiwalu Monodramu artystyczne dowództwo nad imprezą objął Piotr J. Adamczyk, zastępując inicjatora MoTyFu Jana A. Fręsia, który na emeryturze postanowił osiedlić się na Dolnym Śląsku. Wtedy też, by spektakle przypadkowe i niedobre wyeliminować z przeglądu, na który zgłaszała się nawet ponad dwudziestka młodszych i starszych monodramistów, postawiono na wstępną selekcję przedstawień i do MCK zapraszano już tylko najlepszych. Przyjeżdżali z całej Polski, bo MoTyF stawał się coraz bardziej znanym i docenianym festiwalem.

Ranga imprezy wzrosła jeszcze bardziej po objęciu funkcji szefa MCK przez Pawła Drzewieckiego i wzbogaceniu programu imprezy o warsztaty dla monodramistów oraz forum teatralne będące platformą wymiany opinii na temat obejrzanych spektakli. A po przejściu Drzewickiego na stanowisko dyrektora Teatru Małego i pozyskaniu dla MoTyFu wielkiej teatralnej sceny – festiwal stał się bez wątpienia bardzo jasno świecącym punktem na mapie teatralnych wydarzeń w regionie. To do Tychów przyjeżdżali i przyjeżdżają wybitni aktorzy w roli jurorów konkursu; to tutaj prezentowali się najwybitniejsi w kraju przedstawiciele teatru jednego aktora; to zdobycie Wielkiego Wozu Tespisa – głównej nagrody festiwalu – jest powodem do dumy i uchyleniem drzwi do świata wielkiego teatru.

Z pewnością nie inaczej będzie i w roku 2026, gdy tyskie spotkanie reprezentantów tej chyba najtrudniejszej ze wszystkich teatralnych sztuk odbędą się już po raz osiemnasty.

Wojciech Wieczorek

Foto: Agnieszka Seidel-Kożuch.

GALERIA


Share