Historia… nie tylko dla najmłodszych

31 maja na deskach Teatru Małego odbyła się premiera familijnego spektaklu „Historia pewnego przedmiotu” w reżyserii Anny Białoń. To opowieść o „Cosiu”, który próbuje odnaleźć swoje miejsce wśród bohaterów przekonanych, że wszystko musi do czegoś służyć.

Są takie pytania, które dzieci słyszą wyjątkowo często: Kim będziesz? W czym jesteś najlepszy? Co z ciebie wyrośnie? Problem w tym, że te pytania zwykle nie znikają wraz z dorosłością. Wracają później w trochę innych formach – kiedy próbujemy znaleźć swoje miejsce czy też udowodnić własną wartość.

Właśnie wokół takich pytań zbudowana jest Historia pewnego przedmiotu. Tekst Anety Wróbel-Wojtyszko i Adama Wojtyszki opowiada o tajemniczym „Cosiu”, przedmiocie, który nie wie, czym jest ani do czego służy. Wyrusza więc w podróż przez kolejne zakątki domu – trafia do szuflady ze sztućcami, skrzynki z narzędziami, torebki mamy czy kosza z zabawkami. W każdym z tych miejsc spotyka bohaterów przekonanych, że wszystko musi mieć jasno określoną funkcję.

Choć spektakl korzysta z bajkowej formy i świata ożywionych przedmiotów, bardzo szybko okazuje się, że nie jest to wyłącznie opowieść dla najmłodszych. Pod historią „Cosia”, który próbuje odnaleźć własne miejsce, kryje się coś znacznie bardziej uniwersalnego – opowieść o potrzebie akceptacji, dopasowania się i ciągłym poszukiwaniu własnej wartości. To właśnie dlatego spektakl, mimo humoru i przygotowanej z myślą o dzieciach formy, dotyka tematów zaskakująco bliskich również dorosłym widzom.

Anna Białoń, odpowiedzialna za reżyserię spektaklu, przyznaje, że w tekście Anety Wróbel-Wojtyszko i Adama Wojtyszki najbardziej ujęła ją opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca i akceptacji siebie. Jak podkreśla, w tej historii ważniejsze od tego, jaką funkcję pełnimy, okazuje się to, jacy jesteśmy. Reżyserka zaznacza jednak, że nie interesował jej teatr moralizatorski. Historia pewnego przedmiotu ma być przede wszystkim lekka, zabawna i pełna energii. Humor pojawia się tu zarówno w samym tekście, jak i w sytuacjach budowanych na scenie. Jedna z sekwencji rozgrywa się choćby we wnętrzu torebki mamy, gdzie wszystko pozostaje w nieustannym ruchu i chaosie, a bohaterowie pędzą tak bardzo, że nie mają czasu nawet zapytać siebie nawzajem, dokąd właściwie biegną.

W spektaklu zobaczymy kilku zawodowych aktorów znanych z poprzednich produkcji Teatru Małego, jednak scena w dużej mierze należy do czternaściorga młodych aktorów wyłonionych podczas castingu. Najmłodsi mają osiem lat, najstarsi właśnie kończą szkołę podstawową. Historia to także widowisko mocno oparte na warstwie wizualnej. Na scenie pojawią się ogromne elementy scenografii – kilkumetrowa szafa czy gigantyczna torebka – a całość uzupełnią piosenki wykonywane na żywo, choreografia i rozbudowane kostiumy. Reżyserka zaznacza, że zależało jej, by najmłodsi widzowie mogli zobaczyć teatr „z rozmachem”, taki, który uruchamia dziecięcą wyobraźnię i buduje poczucie prawdziwej scenicznej magii.

Choć Historia pewnego przedmiotu jest spektaklem familijnym i w pierwszej kolejności kierowana jest do najmłodszych widzów, trudno zamknąć ją w sztywnej kategorii wiekowej. To raczej przedstawienie dla widzów od „trzech do stu trzech lat”. Najmłodsi odnajdą tu humor, piosenki i kolorowy świat ożywionych przedmiotów, ale także historię o poszukiwaniu własnego miejsca i akceptacji siebie. Starsi zapewne dostrzegą w tej opowieści pytania, które wcale nie znikają wraz z dorosłością. Bo przecież zarówno dzieciom, jak i dorosłym często trudno zrozumieć, że „jak tobie z tobą będzie dobrze, to i nam będzie dobrze”.

Marcin Stachoń

fot. Agnieszka Seidel-Kożuch

GALERIA


Share