W pożyczonym garniturze
Od samego początku, czyli od pierwszej edycji Śląskiej Jesieni Gitarowej, zorganizowanej jeszcze w poprzednim ustroju, w roku 1986, integralną częścią jesiennego spotkania z gitarą w Tychach jest konkurs dla młodych instrumentalistów, którego patronem jest od początku lat 90. twórca ŚJG Jan Edmund Jurkowski. Cztery dekady i dwadzieścia edycji festiwalu to zatem tyleż edycji konkursu; zaznaczmy od razu – konkursu, jakich w świecie niewiele.
Lwia część tego typu imprez opiera się bowiem na jedno- lub kilkuetapowej rywalizacji gitarzystów, którzy solo prezentują swoje umiejętności przed konkursowym jury. W Tychach od początku było inaczej – wieńczący zmagania etap finałowy polegał na wykonaniu przez uczestnika koncertu gitarowego z orkiestrą, co dla wielu finalistów okazywało się pierwszym w życiu tego typu wyzwaniem. Granie z orkiestrą wymaga nieco innej dyscypliny, pokazuje, w jakim stopniu solista jest w stanie współpracować z dyrygentem i dużym zespołem muzyków, a przy tym idealnie uwypukla wrażliwość adeptów wielkiego gitarowego grania.
To główny powód, który z Konkursu Gitarowego im. J.E. Jurkowskiego uczynił rywalizację niezwykle prestiżową. W Tychach nie każdy mógł wziąć udział w zmaganiach. Tu trzeba było mierzyć się z wymagającym programem, a na końcu jeszcze zagrać z orkiestrą, a to już wyzwanie nie dla każdego. Tu, żeby wygrać, nie wystarczy być dobrym. W Tychach trzeba być znakomitym! I nie wszyscy byli w stanie temu podołać. Zdarzył się dobrych kilkanaście lat temu przypadek, że finalista zrezygnował z udziału w ostatnim etapie, bo nie czuł się na tyle mocny, by dać radę zagrać z orkiestrą, czego wcześniej nigdy nie miał możliwości spróbować.
Atmosfera Śląskiej Jesieni Gitarowej, niemal rodzinna, powodowała też, że rywalizacja konkursowa przebiegała w świetnym klimacie. Tu nie ma zawiści, konkursowicze nawzajem sobie pomagają, wspierają się. Pamiętam, jak któregoś roku jeden z finalistów zagrał na lepszej, pożyczonej od konkurenta gitarze czy strunach, bo wsparcie – zwłaszcza kiedyś, gdy uczestnikom z tzw. bloku wschodniego było znacznie trudniej o dobry sprzęt – było czymś normalnym, oczywistym.
Do dziś wśród organizatorów ŚJG krąży opowieść, jak to – bodaj w 1990 roku – jeden z finalistów przez wszystkie etapy konkursu przeszedł w… brązowym, wytartym swetrze. Gdy przyszło do grania z orkiestrą i trzeba było założyć bardziej wyjściową odzież, okazało się, że reprezentant ówczesnego ZSRR takiej nie posiada. Wtedy do akcji wkroczyła festiwalowa recepcja i dostarczyła pasujący garnitur, pożyczony od któregoś z członków rodziny. Nie trzeba dodawać, że ów „sweterkowy” finalista wygrał cały konkurs!
Konkurs im. J.E. Jurkowskiego szczyci się jednak nie tylko prestiżem, poziomem i atmosferą. Powodem do dumy są także jego laureaci, z których ogromna większość zrobiła i wciąż robi wielkie muzyczne kariery. Wspominają Tychy jako miejsce, gdzie uczynili pierwszy poważny muzyczny krok; jako miejsce, gdzie otwarła się przed nimi brama do wielkiego muzycznego świata.
Na szczególne wspomnienie zasługuje dwójka z nich. Marcin Dylla, który wygrał tyski konkurs w 1996 roku, jest dziś artystą koncertującym w największych salach świata, a przy tym długoletnim szefem międzynarodowego jury konkursu im. J.E. Jurkowskiego. Z kolei laureatka pierwszego konkursu z 1986 roku, Brytyjka Nicola Hall, jest dziś uznaną gitarzystką, często wspominającą swój pierwszy wielki sukces w Tychach. A miała wtedy dopiero skończone 17 lat…
Wojciech Wieczorek
Foto: VI Festiwal Śląska Jesień Gitarowa, 12.10.1996 r., fot. Ireneusz Kaźmierczak


