Każda aktorka marzy o czymś więcej
Rozpoznawalność przyniosły jej występy telewizyjne: program X Factor oraz role serialowe m.in. w M jak miłość. Poza aktorstwem angażuje się w projekty muzyczne. Swój talent wykorzystuje w pełni, wcielając się na scenie w postać legendarnej Kaliny Jędrusik.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś o projekcie Kalina nie chce spać i propozycji zagrania Kaliny Jędrusik, jaka była Twoja pierwsza reakcja?
Na początku byłam w szoku. Mimo że w szkole teatralnej śpiewałam piosenki Kaliny Jędrusik, nigdy nie łączyłam się z nią jakoś szczególnie – ani fizycznie, ani mentalnie. Do tego moja koleżanka ze szkoły teatralnej, Ania Mierzwano, zrobiła wcześniej monodram o niej i naprawdę bardzo ją przypomina. Miałam więc wrażenie, że to „ona jest Kaliną”. Kiedy dostałam propozycję, nawet sugerowałam w teatrze, że może warto pomyśleć o Ani. Usłyszałam jednak, że twórcy chcą zrobić ten spektakl od początku i właśnie ze mną. Zaczęłam zagłębiać się w jej postać i życie. Pomyślałam, że coś nas łączy – mnie przecież też kiedyś wyrzucono z telewizji. Doszłam do wniosku, że każda aktorka marzy o tym, żeby śpiewać te piosenki. Potraktowałam to jako wyzwanie – nie tylko aktorskie, ale też bardzo osobiste. Ten monodram dał mi ogromne spełnienie artystyczne. W telewizji byłam często postrzegana dość jednowymiarowo, a teatr daje mi przestrzeń do zmiany. Bycie samej na scenie było dla mnie niezwykle satysfakcjonujące – samo to, że dałam radę, było ogromnym przeżyciem. A po premierze okazało się, że spektakl się podobał; gratulowali mi ludzie, którzy znali Kalinę osobiście. Do dziś czasem słyszę, że kiedy ktoś zamyka oczy, ma wrażenie, jakby naprawdę słyszał Kalinę.
Czy w samym procesie tworzenia monodramu było coś dla Ciebie szczególnie trudnego?
Zawsze przed spektaklem, przed każdą premierą, mam stres, bo nie cierpię „czarnej dziury” na scenie. Najbardziej się bałam, że zapomnę tekstu i nie będzie nikogo, z kim mogłabym dalej „pokombinować”, poimprowizować… Chyba właśnie ta samotność na scenie jest najbardziej niepokojąca. Kilka miesięcy wcześniej zrobiłam spektakl w Teatr Variété – Do dwóch razy sztuka, gdzie gramy tylko we dwójkę z Michałem Staszczakiem. Przez ponad dwie godziny jesteśmy cały czas sami na scenie, mamy dużo tekstu, monologi i piosenki. Kalina trwa około godziny, więc pomyślałam sobie: skoro daliśmy radę we dwójkę przez ponad dwie godziny, to może dam radę sama przez godzinę.
Kalina Jędrusik funkcjonuje jako ikona – seksbomba, skandalistka. Jaką Kalinę chciałaś pokazać widzom: tę znaną z popkulturowych klisz czy raczej prywatną, kruchą?
W spektaklu nie opowiadamy całego życia Kaliny, tylko skupiamy się na jednym, bardzo ważnym momencie – jej doświadczeniu w Teatrze Komedia. To było dla niej spełnienie wielkiego marzenia: zagrała Holly Golightly w Śniadaniu u Tiffany’ego. Obsada i twórcy tego przedstawienia byli wymarzeni: Agnieszka Osiecka pisała teksty, Krzysztof Komeda muzykę, reżyserował Andrzej Sadowski, na scenie partnerował jej Władysław Kowalski. Wszystko wydawało się idealne, a jednak coś poszło nie tak i spektakl bardzo szybko został zdjęty z afisza. Dla niej, jako artystki, to musiało być strasznie bolesne doświadczenie. My skupiamy się właśnie na tym przeżywaniu: jak to jest, kiedy bardzo czegoś pragniemy, kiedy spełnia się marzenie, a potem przychodzi konfrontacja z reakcją publiczności albo prasy. A prasa potrafi być okrutna – często właśnie na tym buduje się zainteresowanie.
Czy ta historia jest dla Ciebie opowieścią tylko o Kalinie, czy też o kondycji aktorki – także współcześnie?
Podczas pracy nad spektaklem czułam, że każda z nas tak ma – że każda aktorka marzy o czymś więcej. I fakt, że taka ikona jak Kalina Jędrusik zmagała się z bardzo podobnymi rzeczami, dał mi ogromną odwagę. Ona też czuła się zaszufladkowana – w kółko wykonywała te same piosenki, była kojarzona głównie ze swoim seksapilem. A marzyła o wielkich rolach, o tym, żeby grać więcej i inaczej.
Kalina była postrzegana głównie przez pryzmat męskiego spojrzenia. Czy w tej roli ciało jest dla Ciebie przede wszystkim narzędziem aktorskim, czy też tematem samym w sobie, opowieścią?
Kobiety, aktorki, musiały bardzo długo walczyć o to, żeby być traktowane poważnie i móc realizować się na różnych polach aktorskich. I w zasadzie wciąż musimy o to walczyć. Na pewno ciało pełni w tej roli funkcję nośnika opowieści – o byciu wolnym, oglądanym, o pewnej energii, która przyciąga uwagę. Ale jednocześnie ruch, gesty i sposób bycia Kaliny są dodatkiem do jej osobowości, jej „bronią”. My, kobiety, wykorzystujemy to, żeby radzić sobie w świecie albo coś osiągnąć. Robimy to trochę świadomie, trochę manipulując, ale to jest wierzchnia warstwa ochrony – coś, co pozwala funkcjonować, zachować kontrolę i przetrwać w sytuacjach, w których nasze ciało bywa oceniane, a przestrzeń ograniczana.
Kalina funkcjonowała w realiach silnej kontroli i obyczajowej cenzury. Czy pracując nad tą rolą, miałaś poczucie dialogu z dzisiejszymi formami kontroli – hejtem, presją, oceną w mediach społecznościowych?
Tak, bardzo. W spektaklu używam jako rekwizytów gazet z recenzjami, które dotyczyły Kaliny wtedy. Czytam je tak, jak ona musiała czytać je w swoim czasie. Mam poczucie, że świat się wcale nie zmienia – zmieniają się tylko środki, którymi możemy przekazywać oceny. Dziś mamy Internet, wtedy były tylko gazety, ale ludzie i recenzenci robili dokładnie to samo. Czytając o Kalinie i jej wywiadach, widzimy, że ludzie postrzegali ją w bardzo wąski sposób – myśleli, że zachowuje się tak jak jej postacie. Wtedy nie było mediów społecznościowych, więc nie mogła pokazać siebie w pełni, a dla niej było to bolesne i umniejszające, z czym musiała walczyć. Dokładnie z tym samym mierzymy się teraz, tylko że dziś tych form oceny jest jeszcze więcej. Internet potrafi sprawić, że człowiek kompletnie się zamyka w sobie.
Sięgasz w spektaklu po piosenki Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory, repertuar mocno obciążony pamięcią o oryginalnych wykonaniach. Jak odnaleźć własny głos w czymś, co dla wielu widzów jest nienaruszalnym kanonem?
Nie boję się tych utworów, raczej w nich poszukuję i eksploruję, i to mnie fascynuje. Już w szkole teatralnej przerabialiśmy wiele takich piosenek i każda była interpretowana na różne sposoby. Inspirujemy się ikonami, ale mam świadomość, że one też zaczynały tak jak my. Skoro one mogły to osiągnąć, to dlaczego my nie miałybyśmy? Każdy z nas wnosi coś własnego, swoją prawdę, i to może tylko wzbogacić te utwory.
Czym dla ciebie jest muzyka w spektaklu?
To dla mnie ogromna radość i naturalna forma wyrazu. Od dziecka rozwijałam się muzycznie, a dopiero pod koniec liceum zaczęłam myśleć o aktorstwie i uczęszczać do kółka teatralnego. Kocham spektakle muzyczne, muzyka to dla mnie cały świat i nie mogłabym bez niej żyć. Cieszę się, że mogę łączyć aktorstwo i muzykę w jednym. W naszym spektaklu gra też Piotr Mania, prywatnie mój szwagier, wybitny pianista. Jego aranżacje i sposób gry wnoszą niesamowitą emocję, dlatego nawet zachęcam do przyjścia na Kalinę choćby po to, żeby posłuchać jego muzyki.
Po co dziś wracać do historii Kaliny Jędrusik?
Historia Kaliny uczy przede wszystkim odwagi i wiary w siebie. Pokazuje, że nie można polegać tylko na tym, co ktoś nam zaproponuje czy napisze. Ona sama często czuła się zaszufladkowana, nie nagrała własnej płyty i nie rozwijała się tak, jak chciała. To nauczyło mnie, że aktorka musi brać sprawy w swoje ręce – sama organizować projekty, poszukiwać wyrazu, tworzyć własną przestrzeń twórczą. Obserwowanie ikon, takich jak Kalina, pozwala podziwiać ich osiągnięcia, ale też poznawać życie prywatne, smutki i trudności. Dzięki temu możemy uczyć się na ich błędach i czerpać inspirację do własnej drogi.
Festiwal MoTyF to miejsce spotkań zarówno doświadczonych twórców, jak i tych, którzy dopiero szukają swojej drogi w teatrze. Jaką radę mogłabyś zostawić młodym aktorom?
Chciałabym powiedzieć młodym aktorom: róbcie na scenie to, co czujecie, nie bójcie się wyrażać silnych emocji ani pokazywać tego, co wam doskwiera. Odważnie, szczerze – tak, aby to, co robicie, dawało wam poczucie pełni i satysfakcji. Czasem coś wydaje się trudne, wywołuje lęk, ale ostatecznie może przybrać piękną formę, jeśli tylko odważycie się z tym zmierzyć.
rozmawiała Monika Wieczorek


