Tychy są mozaiką
W tyskiej przestrzeni miejskiej właśnie powstaje pierwsza od mniej więcej pół wieku nowa mozaika. Jej autorem jest Wojciech Łuka, który opowiedział nam o swoim dziele.
Ramy Kultury: Wykonywałeś wcześniej mozaiki?
Wojciech Łuka: Nie takiego formatu. To piękna przygoda, bo to jest zupełnie jak malowanie obrazu. Płytki są jak ślady szerokiego pędzla, jest tu ten sam element improwizacji. Tylko że nie ma pędzla i farby, a jest szlifierka, płytki i klej. Każdemu twórcy polecam takie doświadczenie.
Jaki to będzie format?
Ściana ma wymiary cztery i pół na trzy i pół metra. Nie jest to więc tak duży format, jakie tworzyli Franciszek Wyleżuch czy Janusz Włodarczyk [autorzy m.in. mozaik z budynku ZEG-u i Teatru Małego – SW], ale też niemała powierzchnia. Można sobie wyobrazić, jak wygląda wyklejanie takiej powierzchni z małych kawałeczków i przycinanie ich, każdego z osobna.
No i najważniejsze – gdzie znajduje się ta ściana?
Pomysł wykonania mozaiki wyszedł ze strony inwestora, który wydzierżawił od miasta obiekt na Paprocanach, dawny tak zwany ośrodek. W tym niszczejącym budynku dawno temu działał lokal gastronomiczny, później budynek służył za pomieszczenia gospodarcze MOSiR-u, a teraz zyskuje nowe życie jako restauracja. Chociaż bryła się nie zmienia (założeniem inwestora jest, by zachować oryginalną architekturę), to w środku dzieje się rewolucja, bardzo gruntowna rewitalizacja. Budynek zyska przeszklony front z widokiem na park i jezioro, a jedna ze ścian w pobliżu wejścia głównego zostanie ozdobiona kolejną tyską mozaiką.
Mozaiką przedstawiającą kwiaty…
Dokładnie irysy. Restauracja także ma się nazywać Irys. Przedsiębiorca, który realizuje ten projekt, prowadzi już kilka restauracji w Tychach i na Śląsku. To właśnie on odtworzył i uruchomił Kryształową w Katowicach. Tak się składa, że on jest Tyszaninem i mocno utożsamia się z miastem. Postanowił odtworzyć świetność tego miejsca na Paprocanach i jednocześnie zrobić ukłon w stronę projektantów miasta, Hanny i Kazimierza Wejchertów. Jak wiadomo, profesor Wejchert był wielkim miłośnikiem i hodowcą irysów, wyhodował nawet własną odmianę. A po drugie, na Paprocanach podobno rosły kiedyś dzikie irysy.
Te irysy wróciły ostatnio do pamięci i świadomości Tyszan. I coraz częściej są wykorzystywane jako symbol. Chyba zaczynamy je lubić.
Temat irysów zaczęło już jakiś czas temu przypominać Muzeum Miejskie w Tychach. Była tam wystawa akwareli autorstwa Doroty Wejchert [córki projektantów Tychów – SW], przedstawiających właśnie irysy. Profesor Wejchert organizował w swoim ogrodzie słynne spotkania „irys show”, to były wydarzenia towarzyskie i kulturalne. Zresztą wiem od obecnych właścicieli dawnego domu Wejchertów, że te irysy wciąż tam kwitną. Więc to jest piękna historia, po którą warto sięgać. Poza tym irysy to piękne kwiaty, bardzo interesujące graficznie i malarsko. Ja też zacząłem je malować i tak powstał już cały cykl zatytułowany Tyskie irysy. Dlatego z radością przyjąłem propozycję realizacji tej mozaiki.
Czy ta mozaika to „przełożenie” jednego z twoich obrazów na większy format i inną technikę?
Nie każdy obraz można przenieść na każdą powierzchnię. Oczywiście najpierw namalowałem obraz, który inwestor zaakceptował, ale potem musiałem go odpowiednio przeskalować i zrobić wariant „ugraficzniony”. Długo się zastanawiałam, czy ma być jeden kwiat, kilka, czy cały gąszcz. Ostatecznie stanęło na tym, że są dwa kwiaty, ale naprawdę kolosalne. Trzeba wziąć pod uwagę, że będą oglądane z pewnej odległości. Praca wystawiennicza, którą od kilku lat się zajmuję jako kurator Miejskiej Galerii Sztuki OBOK, uświadomiła mi znaczenie formatu dzieła w relacji z widzem.
Kiedy dzieło będzie gotowe?
Teraz mam przerwę w pracy z powodu pogody, bo nawet najlepsze kleje przy dużym mrozie mogą zawodzić. Według mnie zostało jakieś cztery do pięciu dni klejenia, potem jeszcze fugi, czyszczenie i gotowe. Gdy tylko warunki pozwolą, finiszujemy. Otwarcie lokalu planowane jest na wiosnę.
Wspomniałeś, że to twoja pierwsza przygoda z tak dużą mozaiką, chociaż nie pierwsza z pracami wielkoformatowymi – bo mamy już w Tychach murale twojego autorstwa. Jak się pracuje na takiej powierzchni z płytkami zamiast pędzla?
Są inne problemy, które ujawniły się już na etapie opracowania wariantu kolorystycznego. Okazało się, że mamy na rynku bardzo ograniczony zakres kolorystyczny płytek z palety pastelowej, na której mi zależało. A musiały to być płytki mrozoodporne i gresowe. Tylko jeden producent miał taką linię kolorystyczną. Płytki były dostępne na zamówienie, z długim czasem oczekiwania. Część trzeba było sprowadzać nawet z Czech. To trochę opóźniło nam start.
Przy samej realizacji oczywiście konsultowałem się ekipą budowlaną, która prowadzi remont budynku, i tutaj wielki ukłon w ich stronę. Bardzo mi pomogli, udzielili mi wielu praktycznych wskazówek. Bo to jest praca budowlana; cięcie płytek szlifierką, klejenie – oni znają to lepiej niż ja. Ale jest też ta część pracy twórczej, związanej z dużą dozą improwizacji. Nie da się tego dokładnie zaplanować, zaprogramować. Nie mam ponumerowanych płytek, które się przykleja według wzoru. Każdy element jest docinany na miejscu, specjalnie do konkretnego fragmentu. Często trzeba kilka razy z jednym kawałkiem wchodzić na drabinę, przymierzać, schodzić, przycinać, znowu wchodzić, przymierzać… Jeden z majstrów powiedział mi kiedyś: „jak dobrze (…), że ja nie muszę takich rzeczy robić”.
Ale jak powiedziałem, jest to piękna przygoda. A najpiękniejsze są interakcje, które się przy tym zdarzają. Ludzie podchodzą do ogrodzenia, komentują, pytają. Niektórych zapraszam, żeby podeszli bliżej, zrobili sobie zdjęcia. Czasem też pozyskuję w nich współwykonawców, pozwalając przykleić odpowiedni kawałek. To dopiero jest zabawa. Wydaje mi się, że ta mozaika to jest coś, co zostanie na długo i w tym miejscu, i w tych ludziach. Oni będą pamiętać te spotkania, będą utożsamiać się z tym miejscem. To będzie także ich.
Te interakcje to chyba dowód na to, że sztuka w przestrzeni miejskiej jest potrzebna. Skoro przyciąga, budzi zaciekawienie i prowokuje do reakcji…
Zdecydowanie uważam, że sztuka powinna być jeszcze częściej dedykowana przestrzeni miejskiej. To wspaniale, kiedy dzieło jest dostępne bez żadnych ograniczeń, a ludzie reagują i swobodnie je interpretują. Takie dzieło zawsze jest elementem wzbogacającym przestrzeń publiczną. I to nie tylko o walory wizualne. W przypadku mozaik uważam, że to element, który warto byłoby rozwijać, bo one wyróżniają Tychy. Mamy tu zachowane świetne mozaiki modernistyczne, które są czymś unikalnym. Wiele niestety straciliśmy, zostały skute przy remontach budynków. Ale mogłoby powstawać nowe. To może być coś, z czego Tychy będą znane. Wiele miast ma murale, nie wygramy pod tym względem z Łodzią czy Lizboną. Ale mozaiki? Kto może się nimi pochwalić?
Oczywiście kluczowa jest tutaj świadomość inwestora, bo wykonanie muralu jest znacznie tańsze. Ale uważam, że to jest szansa na nasz unikalny, piękny wyróżnik. Tychy przez lata miały problem ze swoją tożsamością. Od lat 50. to był zlepek: ogromna liczba przyjezdnych, którzy tu się osiedlili, i „rdzenni” Tyszanie, mieszkający tu od pokoleń. Moja żona Magda nazwała kiedyś Tychy mozaikowym miastem właśnie w tym kontekście. Właśnie to nas charakteryzuje. Jesteśmy zlepkiem wielu małych kawałeczków, które z czasem zaczęły tworzyć pewną całość. Razem tworzymy to jedno wielkie dzieło, które się nazywa Tychami. A teraz jest dobra okazja, żeby się tej mozaice bliżej przyjrzeć, bo świętujemy w tym roku siedemdziesiąt pięć lat miasta.
Chciałabym trochę zmienić temat i zapytać cię jako kuratora Miejskiej Galerii Sztuki OBOK o plany wystawiennicze na ten rok. Może będzie coś związanego z tym siedemdziesięciopięcioleciem?
Przede wszystkim galeria zostanie wzbogacona o dodatkową powierzchnię, którą nazwiemy „Obok OBOK”. Bardzo mi na tym zależało. W naszej głównej przestrzeni można w ciągu roku zrobić maksymalnie dziesięć wystaw, i to przy założeniu, że będą bardzo krótkie (biorąc pod uwagę przerwy na demontaż i montaż). Często miałem wrażenie, że te wystawy nie zostały odpowiednio przez publiczność skonsumowane. Chcę trochę zmienić to podejście, wydłużyć czas trwania wystaw i organizować ich siedem lub osiem w roku. Pierwszym takim przykładem jest obecna wystawa Mizogin Piotra Naliwajki, która trwa od stycznia aż do 6 marca. Ale powstanie druga przestrzeń w sali obok, w której będziemy mogli prezentować jakieś mniejsze zbiory czy mniejsze formy. Ta przestrzeń jest już właściwie gotowa.
Jeśli chodzi o plany wystawiennicze, to jak zwykle staram się, żeby była różnorodność. Ale też zawsze staram się zaprezentować twórców związanych z Tychami. W roku jubileuszu siedemdziesięciopięciolecia miasta warto zdać sobie sprawę z tego, jak liczne jest tyskie środowisko artystów związanych ze sztukami wizualnymi. Twórców profesjonalnych jest grubo ponad setka, a dodatkowo około trzysta do czterystu osób zajmujących się tworzeniem półprofesjonalnie bądź amatorsko. To ogromna rzesza kilkuset osób, a galeria jest tym miejscem, które ogniskuje to środowisko. Uważam, że to jest nasza misja.
Oczywiście nie każda wystawa gromadzi tak rekordową liczbę widzów, jak ta zbiorcza, jubileuszowa, którą zorganizowaliśmy w 2024 roku z okazji trzydziestolecia galerii. Chciałbym powtórzyć taką zbiorową wystawę, bo takie wydarzenia budzą ogromne emocje i scalają nasze tyskie środowisko twórcze. Być może uda się zorganizować taką wystawę na koniec obchodów siedemdziesięciopięciolecia miasta, na początku przyszłego roku.
Życzę ziszczenia wszystkich planów. Dziękuję za spotkanie i rozmowę.
rozmawiała Sylwia Witman
Foto: Agnieszka Seidel-Kożuch


