W dźwiękach ocalonych kolęd
Siedem i pół dekady życia miasta to nie tylko czas jego rozwoju demograficznego, gospodarczego czy cywilizacyjnego, to także trzy ćwierćwiecza rozwoju dość ubogiego wcześniej życia kulturalnego Tychów.
W kolejnych dwunastu tegorocznych numerach „Ram kultury” będziemy, w tym cyklu, próbowali podsumować kulturalne dzieje miasta – poprzez organizowane tu wydarzenia, funkcjonujące obiekty i instytucje kultury i ludzi, którzy tyską kulturę współtworzyli. W styczniu nie można zacząć inaczej, jak od Tyskich Wieczorów Kolędowych.
Tychy miały to szczęście, że jako miasto młode, ciągle się rozbudowujące, przyciągały w drugiej połowie XX wieku nie tylko pracowników dla zlokalizowanego tu przemysłu, ale i twórców i animatorów kultury, którzy w Tychach właśnie (nazywanych nota bene sypialnią Katowic) znajdowali swoje dobre miejsce do życia, tworzenia i realizowania własnych pasji. Wraz z nimi zaczęły jak grzyby po deszczu pojawiać się wydarzenia, na trwałe z biegiem lat „osiadłe” w Tychach i czyniące z miasta, do którego przyjeżdżało się tylko wyspać, ważny ośrodek kulturalny.
Jednym z tych tyskich „osiedleńców” był Janusz Muszyński, urodzony na Opolszczyźnie, ale lwią częścią życia związany z Górnym Śląskiej – śpiewak, muzyk, dyrygent i animator kultury. Zaczynał od pracy z amatorskimi zespołami chóralnymi związanymi z Archidiecezją Katowicką, potem przez dekadę pełnił funkcję kierownika muzycznego na Jasnej Górze. Muszyński, z pasją zajmujący się wydobywaniem z ludzkiej niepamięci dawnych pieśni bożonarodzeniowych, zawsze chciał zorganizować w Tychach – mieście, w którym mieszkał – imprezę kolędową, która m.in. te zapomniane pieśni przywracać będzie dla polskich domów i do repertuarów rodzimych chórów.
Oczywistym jest, że w latach PRL pomysł taki był niemile widziany, ale tuż po zmianach ustrojowych Janusz Muszyński wrócił do pomysłu, który przy pomocy ówczesnej przewodniczącej Rady Miasta Ryty Stożyńskiej, udało się zrealizować na początku 1992 roku, kiedy to odbyły się pierwsze Tyskie Wieczory Kolędowe pod artystycznym kierownictwem Muszyńskiego.
Kiedyś miałem okazję rozmawiać z Maestro Januszem o tych początkach. Opowiadał o trudach zdobywania środków na imprezę, problemach (bo nie było wówczas internetu) z dotarciem do rozsianych po Śląsku chórów z informacją o niej. Mówił też o tym, że tworząc TWK, nie przypuszczał, że z małego lokalnego, weekendowego konkursu chórów i jednego czy dwóch koncertów towarzyszących Wieczory przerodzą się w wielki, organizowany z rozmachem i trwający cały tydzień festiwal kolędowy. Z codziennymi wieczornymi koncertami w tyskich kościołach, z wielkimi gwiazdami, których miejscowa publiczność wcześniej nie miała szansy zobaczyć.
A tak się właśnie stało. Muszyński ściągnął na Tyskie Wieczory Kolędowe najwybitniejszych śpiewaków z Andrzejem Hiolskim i Bogdanem Paprockim na czele, fantastyczne chóry o międzynarodowej renomie, a w późniejszych latach także zespoły z zagranicy i artystów kojarzonych z muzyką rozrywkową, którzy przyjeżdżali do miejscowych świątyń ze specjalnie przygotowanym świątecznym repertuarem. To także za jego sprawą na TWK pojawiła się krakowska Piwnica pod Baranami, której artyści szybko stali się ulubieńcami publiczności.
Przy całym tym rozmachu organizatorzy nie zapomnieli o głównym celu, który od początku przyświecał festiwalowi. Stąd zachęta dla chórów, biorących udział w konkursie, by szukały kolęd i pastorałek zapomnianych, by sięgały do starych śpiewników i tworzyły własne opracowania. Efekt był taki, że tylko przez pierwszych kilkanaście edycji Tyskich Wieczorów Kolędowych przywrócono do życia ponad pięćdziesiąt zapomnianych wcześniej pieśni bożonarodzeniowych, co jest wkładem w polską kulturę trudnym do przecenienia.
Pomysłem Maestro Janusza było też nadanie TWK charakteru ekumenicznego. Każdego roku na festiwal zapraszane są chóry ewangelickie, a w tyskim kościele ewangelicko-augsburskim odbywają się koncerty chórów z kręgów rzymskokatolickich.
Ważnym elementem imprezy stał się także, zainicjowany przez Teresę Wodzicką z MDK nr 1, konkurs plastyczny „Witaj, Gwiazdko Złota!”, obfitujący z roku na rok rosnącą liczbę nadesłanych z całej Polski, a później także z zagranicy prac.
Janusz Muszyński odszedł w listopadzie 2013 roku, w trakcie przygotowań do 23. edycji Wieczorów, zresztą niemal do końca czynnie uczestniczył w ich organizacji. Rolę kapitana kolędowego okrętu przejął po nim Henryk Jan Botor; odbyło się to zresztą w sposób naturalny, bo wybitny kompozytor, muzykolog, a przy tym organista w „matce tyskich kościołów” parafii św. Marii Magdaleny, wielokrotnie współpracował z Muszyńskim i koncertował podczas kolejnych edycji. Ostatnia dekada i ciągły rozwój Tyskich Wieczorów Kolędowych pokazały, że festiwal trafił w dobre ręce i pod wodzą Maestro Henryka Jana z pewnością w dobrej kondycji dopłynie do 50. edycji festiwalu, a może i do setnych urodzin Miasta Tychy.
Wojciech Wieczorek

