Przygotowania do jubileuszu
Koncerty będą się odbywać w dniach w dniach 11–17 stycznia. Festiwal odwiedzi sześć tyskich kościołów. Rozpocznie go Grażyna Łobaszewska z zespołem Ajagore, a koncertem finałowym zadyryguje – jak zawsze – Henryk Jan Botor.
Henryk Jan Botor z Tyskimi Wieczorami Kolędowymi jest związany od samego początku. Współpracował z twórcą festiwalu Januszem Muszyńskim i w 2014 roku zastąpił go w roli dyrektora artystycznego. Z Henrykiem Janem Botorem rozmawiamy o nadchodzącej edycji i nie tylko.
Jest Pan wierny formule festiwalu stworzonej przez Janusza Muszyńskiego i przez lata niewiele Pan w niej zmienił. Czy zatem przygotowanie każdej kolejnej edycji jest wyzwaniem, czy też idzie Pan pewnie utartym szlakiem?
Podobnie jak Janusz Muszyński ja też zawsze chciałem, żeby ten festiwal był festiwalem kolędowym. Żeby to nie były piosenki o bałwanku, reniferku czy o krasnalu w czerwonej czapce. Przy czym Janusz preferował głównie opracowania chóralne kolęd, a ja chciałem też sięgać do innych gatunków; muzyki rozrywkowej czy jazzu. Z tym zastrzeżeniem, żeby był to repertuar kolędowy. Ewentualnie z drobnymi, czasem, odstępstwami.
Dla mnie każdy rok i każda kolejna edycja Wieczorów to swoiste święto. Wspaniałe bożonarodzeniowe i kolędowe święto. I ja się do tego święta zawsze bardzo solidnie przygotowuję. Jeśli chodzi o koncerty w tygodniu, to ciężar ich organizacji spoczywa głównie na Miejskim Centrum Kultury. Natomiast już Koncert Finałowy robimy wspólnie. Ja zajmuję się repertuarem oraz próbami do drugiej części koncertu.
Festiwal odbywa się w styczniu. Kiedy zaczyna Pan pracę?
Już w tej chwili pracuję bardzo intensywnie (rozmawiamy 10 grudnia – przyp. SW). Trzeba przede wszystkim mieć pomysł na materiał, jaki przedstawimy. W tym roku będą to moje aranżacje kolędowe, w większości takie, który były już prezentowane, co trochę ułatwia sprawę. Nie będą to całkiem nowe partytury, ale jednak wymagają odświeżenia, przearanżowania, rozpisania na innych solistów. I to się teraz już wszystko dzieje, ponieważ soliści potrzebują nut, by się przygotować. To jest głównie praca przy komputerze, z edytorem muzycznym. Ale gdy powstają całkiem nowe aranżacje, to zaczyna się od podstaw, od pracy z instrumentem. Nie robi tego sztuczna inteligencja i nie przychodzi to wcale łatwo. Praca artystyczna jest inna niż praca fizyczna, ale również jest ciężka i kosztuje długie godziny trudów. Myślę, że wielu słuchaczy nie ma świadomości, jaki wysiłek jest włożony w przygotowanie tego programu.
Co w takim razie przygotowuje Pan na tę edycję?
Będą to moje aranżacje kolęd, w pewnym sensie esencja tego, co już w przeszłości było prezentowane na Wieczorach Kolędowych. Ten koncert zostanie zarejestrowany, zarówno dźwięk, jak i obraz. Nosimy się też z zamiarem wydania go na płycie. W koncercie wystąpi troje solistów: Joanna Spandel, Piotr Rachocki (który jest z Wieczorami związany chyba od początków) i Dawid Biwo, baryton z Krakowa, który wystąpi z nami po raz pierwszy. Mój syn Michał będzie grał w części improwizowanej oraz w orkiestrze na pozytywie organowym. Będą też dodatkowe instrumenty: Katarzyna Pudełko na flecie, Krzysztof Wagstyl na oboju, Wojciech Front na fagocie, Antoni Adamus na trąbce. Zagrają też Anna Scheller na harfie i Mateusz Misiak na perkusji. No i oczywiście orkiestra AUKSO oraz Akademicki Chór Politechniki Gliwickiej.
Formuła koncertu będzie taka, jak zwykle. To znaczy w pierwszej części będą występy laureatów konkursu chórów i wręczenie nagród, a potem część improwizowana na organach, podczas której orkiestra i soliści przygotują się do występu finałowego. Ta część z improwizacją jest zawsze mało komfortowa dla muzyka, bo wtedy w kościele robi się szum i zamieszanie, a trzeba grać. Wiem to, bo przez całe lata to ja siedziałem przy tych organach.
A potem, gdy Pan przejął funkcję dyrektora artystycznego i rolę dyrygenta orkiestry podczas koncertu finałowego, to przy organach zastąpił Pana syn, Michał Botor.
Tak. I on jest w tym bardzo dobry, ja w jego wieku nie miałem takich sukcesów. Michał uczył się u słynnego organisty z katedry Notre-Dame w Paryżu Thierry’ego Escaicha, a także u innych mistrzów.
Miał też w Panu mistrza.
Myślę, że to inni bardziej go prowadzili niż ja. Ale oczywiście słuchaliśmy się nawzajem, on słuchał mnie, a ja jego. To jest naturalne, że syn słucha taty i się inspiruje. Tak było z moim bratem Ireneuszem i z naszym ojcem. Tata malował tylko amatorsko, ale jego marzenia się spełniły w Irku, który został malarzem.
A kto Pana zainspirował?
Nasz tata grał też na skrzypcach, a mama trochę na fortepianie. Więc z muzyką również miałem kontakt, podobnie jak ze sztukami plastycznymi. We mnie akurat rozwinęła się raczej skłonność do muzyki.
Od razu pociągały Pana organy?
Wiem, że jestem kojarzony głównie z muzyką organową, ale to nie jest cała prawda o mnie. Odnajduję się też w muzyce rozrywkowej. Napisałem na przykład aranżację utworów Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego dla Olgi Bończyk. A w latach 80. śpiewałem w zespole jazzowym. Występowaliśmy w Piwnicy pod Baranami, przed kabaretami. Nawet zdobyliśmy wyróżnienie na festiwalu w Zamościu, gdzie jurorką była Ewa Bem. Bardzo pociąga mnie też film i chętnie stworzyłbym kiedyś muzykę do filmu fabularnego, bo do dokumentalnych miałem już okazję. Mam nadzieję, że kiedyś się pojawi taka propozycja.
A więc muzyka organowa i aranżacje kolędowe to nie jest cała prawda o Henryku Janie Botorze.
Zdecydowanie nie. Jestem – można tak powiedzieć – muzykiem ogólnie pojętym.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na Tyskich Wieczorach Kolędowych.
rozmawiała Sylwia Witman
Henryk Jan Botor – kompozytor, dyrygent, organista i pedagog. Urodzony 16 marca 1960 roku w Tychach. Gry na fortepianie uczył się najpierw prywatnie, później w szkołach muzycznych w Tychach i Bielsku-Białej. Ukończył studia w Akademii Muzycznej w Krakowie: wychowanie muzyczne (dyplom w 1984), kompozycję pod kierunkiem Marka Stachowskiego (dyplom w 1989) oraz grę na organach w klasie Mirosławy Semeniuk-Podrazy (dyplom z wyróżnieniem w 1989).
Jako organista koncertował w Polsce, Holandii i Niemczech, wykonując również własne kompozycje oraz improwizacje. Zdobywał nagrody na międzynarodowych konkursach kompozytorskich.
Jego utwory wykonywane były przez takie orkiestry, jak Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, orkiestry Filharmonii Krakowskiej i Filharmonii Śląskiej, miały wykonania w ramach wielu festiwali, m.in. Śląskich Dni Muzyki Współczesnej, Dni Muzyki Kompozytorów Krakowskich.
Uczy improwizacji fortepianowej i organowej w Akademii Muzycznej w Krakowie. Jest członkiem Związku Kompozytorów Polskich.
Henryk Jan Botor przez całe życie jest związany z tyskim kościołem pw. Marii Magdaleny, gdzie przez lata pracował jako organista. Jak sam mówi – traktuje to jako służbę dla świątyni, z którą losy jego rodziny są nierozerwalnie splecione.
Źródło: culture.pl
Foto: W. Chrzanowski

