Perłowy jubileusz Pereł

Przed nami kolejna edycja Festiwalu Szantowego Port Pieśni Pracy. Tym razem gwoździem programu będzie jubileuszowy koncert zespołu Perły i Łotry – pomysłodawcy i współorganizatora festiwalu.

O historii zespołu i imprezy, a także co nieco o narodzinach ruchu szantowego w Polsce i na Śląsku, opowiada jedna z Pereł – Wojciech „Muzyk” Harmansa.

„Ramy Kultury”: Jaki to jubileusz?
Wojciech „Muzyk” Harmansa: Świętujemy 30-lecie. Zespół zaistniał w październiku 1992 roku jako Perły i Łotry z Szanghaju, a po kilku latach przeistoczył się w Perły i Łotry. Nazwa jeszcze ewoluowała, wydaliśmy płytę jako Prawdziwe Perły, ale ostatecznie zostało na Perłach i Łotrach.

Nazwa ewoluowała, ale zainteresowania muzyczne są niezmienne.
Są to przede wszystkim szanty. Przez wiele lat zespół był postrzegany jako wierny idei szant klasycznych, czyli głównie śpiewanych szant pracy. Było kilka różnych przygód, mamy w dorobku płyty, na których jest warstwa wokalna i instrumentalna, nagrywaliśmy utwory o tematyce religijnej, ale co do zasady jesteśmy zespołem szantowo-folkowym. Przy czym każda nasza płyta jest inna. Pierwsze były oparte na muzyce anglosaskiej i francuskiej, była płyta o zabarwieniu irlandzkim, a ostatnia ma wiele wspólnego z muzyką krajów skandynawskich.

I to wszystko zabrzmi na waszym koncercie w Teatrze Małym?
Chcemy, żeby był to koncert nie tylko Pereł współczesnych, ale też dawniejszych. Skompletowanie wszystkich jest bardzo trudne, jednak trwają próby i rozmowy. Na pewno wystąpimy w poszerzonym składzie. Chcemy wrócić do utworów, których dawno nie graliśmy, częściowo także do materiału wokalno-instrumentalnego. Będzie to wydarzenie jednorazowe i – mam nadzieję – smakowity kąsek dla naszej publiczności.

Sam festiwal też ma już długą historię, chociaż nie tak długą jak zespół.
Ostatnio trudno nam było się tego doliczyć, ale jest to już 38. edycja, ponieważ
przez lata festiwal odbywał się w odsłonie letniej i zimowej. Pierwsza edycja odbyła się w 2000 roku w szkole muzycznej i był to jednodniowy koncert z udziałem pięciu wykonawców. Przyszło prawie 200 osób, co wówczas przerosło nasze oczekiwania. Dzisiaj mamy trzydniowy festiwal i kilka koncertów. Jest duży plener nad Jeziorem Paprocańskim, który przyciąga kilka tysięcy osób, są koncerty kameralne w bardzo atrakcyjnych miejscach. W tym roku wracamy do lokalizacji w browarze, będzie też nasz jubileuszowy koncert w Teatrze Małym. Dorobiliśmy się regat około festiwalowych o Puchar Prezydenta Miasta Tychy. Mamy jeden z najbardziej renomowanych festiwali szantowych w kraju i jesteśmy z tego bardzo dumni.

Jak wytłumaczyłbyś fenomen, że w Tychach, daleko od morza, festiwal szantowy zdobył taką popularność?
To jest bardzo ciekawe zjawisko, bo Śląsk wcale nie jest ubogim miejscem, jeśli
chodzi o żeglarstwo. Trzydzieści, czterdzieści lat temu ta forma sportu i rekreacji była silnie propagowana. Każdy większy zakład pracy miał swój ośrodek nad jeziorem, odbywały się kursy, szkolenia, obozy. To napędziło silny ruch żeglarsko-turystyczny. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z pracą zawodową na morzu, ale południe Polski i Śląsk stały się silnymi ośrodkami żeglarstwa jako sportu. W latach 80. i 90. przyszedł też do Polski nurt muzyki szantowej. To nie jest nasz narodowy twór, ale trafił tu na bardzo podatny grunt. Ruch żeglarsko-szantowy w swoim najlepszym okresie mógł skupiać około miliona ludzi. Powiedziałbym, że dziś, gdy coraz więcej żeglarzy pływa z głośnikiem, a nie z gitarą, mamy już pewien regres.

Rozmawiała Sylwia Witman

GALERIA


Share